witam 16 czerwca prowadząc motocykl (ktm lc4) po drodze z pierwszeństwem przejazdu z prostopadłej drogi wyjechał mi facet... tyle a nawet mniej pamiętam, wina była ewidentnie po jego stronie, natomiast ja niestety nie posiadam prawa jazdy, a także motocykl co mnie nawet zdziwiło od 4 dni nie miał ważnego przeglądu technicznego. leżałam 2 tyg w szpitalu, połamałem obie ręce, wstrząs mózgu, potłuczone kolano i straty materialne. ale to nie istotne;)
wystosowałem kilka maili do losowo wybranych firm ściągających odszkodowania. oczywiście odzew był natychmiastowy, nagle świat uśmiechnął się do mnie! przez kilka dni telefon wręcz nie przestawał dzwonić a w skrzynce nie wyrabiałem z nową pocztą. firmy obiecywały/obiecują kasę za, którą zastanawiam się czy tego nie powtórzyć(żart) >2500pln. a prowizja waha się od 12%( w skrajnym przypadku nawet5%) do 30% oczyścicie wszystko plus VAT... teraz nasuwa się pytanie: skoro przynajmniej w większości są to firmy dość profesjonalne, które same pobierają zysk od wylicytowanej kwoty to skąd ta rozbieżność? wątpię by prawnik prawnikowi był aż w do tego stopnia nie równy, zresztą to przecież tylko szczęśliwy traf, a prowizja i tak zależy nie od kwalifikacji prowadzącego, lecz ...no właśnie czego? renomy? naiwności klienta? naprawdę szczerze tego nie rozumiem! aa i jeszcze takie pytanie: czy naprawdę nie mam szans na samodzielne załatwienie sprawy z jakąś sensowną rekompensatą? czy ktoś jest w stanie polecić jakąś firmę na ostateczną ewentualność?
pozdrawiam dreamwalker