Witam!!!
dnia 11 stycznia tego roku zostałam potrącona na przejściu dla pieszych, po wypadku trafiłam do szpitala, w którym przebywłam 8 dni. Po wypadku pani która mnie potrąciła na przejściu dla pieszych zeznała " że nie widziała skad sie wziełam na jezdni i powiedziała, że najpierw zobaczyła moja nogę". Swiadkiem tego wypadku jest pan który jechał przeciwnym pasem jezdni , któremu to spadłam prosto pod koła- złożył on zeznania tez po wypadku. Jak sie po kilku dniach okazało te zeznania nie "były jego". Sam zgłosił sie na komende i odwołał te znania twierdząc ze "ktos" mu podpowiedział zeby tak zeznał!
ten pan jechał sam, pani która mnie potraciła jechała także sama, ja przechodziłam tez sama a po upadku straciłam przytomnosc więc mozemy sie domyslac kto mu tak podpoiwiedział oby tak zeznał! 2 m-ce po wypadku pani tej znowu "przypomniało sie ze na skrzyzowaniu stał zaparkowany bus", czego ani ja ani swiadek nie potwierdzilismy bo tam go nie było. i tak z perypetiami po 5 m-cach akta mojej sprawy trafiły do biegłego, który aby ocenic stan faktyczny zdarzenia musiał przyjechac na miejsce wypadku gdyz, szkic wykonany po wypadku i opis do niego były rozbierzne! Biegły stwierdził, ze całkowita winę za wypadek ponosi ta pani, zostały jej postawione zarzuty oskarzenia, pani ta odmówiła złozenia zeznań.
W związku z tą całą "zagmatwaną" sytuacja mam kilka pytań:
1. czego mam sie spodziewać podczas rozprawy? dodam, że korzystam z porad mecenasa
2. odbyło się spotkanie mediacyjne, oskarzona nie przystala na zaproponowana jej kare! N co ona może liczyć i co moze osiagnąc podczas rozprawy???
Ps. Nigdy nie miałam doczynienia z prawem w zadnim kotekscie 😉 wiec prosze o wyrozumialoś i o pomoc!!!! 🙂
Zgóry dziękuje i pozdrawiam!!!