W Maju miałem wypadek na małym rondzie. Podczas poruszania się na rondzie sprawca kolizji uderzył mnie w prawy tył. Wszystko było OK. sprawca przyznał się do winy, bo się zagapił. Nie wzywałem policji, bo była to młoda osoba i nie robiła problemów, ale warunkiem było napisanie oświadczenia i zgłoszenie od razu wraz ze mną szkody w najbliższym jego oddziale PZU. W PZU zarejestrowaliśmy szkodę, zrobiono dokumentację i wykonano zdjęcia z wypadku naszych pojazdów następnie rozstaliśmy się w zgodzie. Po jakimś tygodniu dostałem z mojej ubezpieczalni pismo, że jestem sprawcą wypadku. A z ubezpieczalni sprawcy, że zostało wniesione odwołanie od zaistniałego wypadku. Na szczęście mój ubezpieczyciel odmówił mu wypłaty.
Ubezpieczyciel sprawcy przesłał mi jeszcze pismo o szkodzie całkowitej mojego pojazdu, ale że nie może mi wypłacić dopóki nie ustali, kto jest sprawcą.
Zostałem przesłuchiwany w ich oddziale, ale nic z tego nie wyszło dowiedziałem się tylko, że tamten gość wypisywał całe referaty, że go zastraszyłem, że był pod wpływem emocji i że nagle znalazła się cała rzesza świadków itp. rzeczy. Od tego momentu aż do tej pory ubezpieczalnia nie przysłała mi żadnych informacji, co dalej w mojej sprawie.
W Sierpniu złożyłem sprawę do policji do WRD w celu ukarania sprawcy w Sądzie Grodzkim i czekam na wyniki.
Jeśli ktoś wie, co powinienem zrobić jeszcze to bardzo proszę o jakieś wskazówki, bo nie mogę naprawić auta.