Witam
5 miesięcy temu moja siostra miała wypadek przy pracy.
Podczas stekowania kotletów w sklepie w którym pracuje wciągneło jej prawą ręke w maszynę stekującą kotlety.
Palce zostały zmiażdżone.
W wyniku wypadku nie ma ścięgien, nerwów w palcach, kostek, amputowany został mały palec.
Nie ma możliwośći zginania palców, lekarz stwierdził że nigdy już nie zegnie ich.
Jedynym władnym palcem jest kciuk, który nie dostał się pod stekownice.
Dodam, że maszyna powinna mieć zabezpieczenie przed takiego typu wypadkami, lecz ten egzemplarz miał ją zdjętą...
Po wypadku dopiero po 2 godzinach szukania owa osłona się odnalazłą.
Co do BHP to miała szkolenie z obsługi innych maszyn ale szkolenia na tą maszynę nie było.
Pracodawca na początku zapewniał że będzie pokrywał wszystkie koszty leczenia.
Lecz jak dotąd pokrył tylko wizyty u psychologa, miali tez zapłacić za rehabilitacje lecz koszt 300zł był dla nich problemem!!!
Miesiąc temu Sprawa trafiła do prokuratury (Artukuł Kodeksu Karnego 220&1)
Od tej pory jak sprawa trafiła do prokuratury pracodawca zmienił całkowicie nastawienie do siostry, olewają ją poprostu.
Wcześniej jak była w szpitalu to codziennie po 10 razy dzwonili do niej.
Co ona ma teraz zrobić z tym wszystkim?
O jakieś odszkodowanie ma się starać?
Jak tak to o jakiej wysokośći?
I gdzie się z tym udać?
Może ktoś zna dobrego prawnika z LUBLINA który zajmuje się takimi sprawami.