Wczoraj miałem nie miły wypadek. Jeden "kolegów" z klasy mną rzucił o kaloryfer w momęcie pojawiła się rzeka krwi, a ten na dodatek usiadł mi na głowie. Wstałem sam przeszłem przez pół szkoły obok 8 nauczycieli z czego tylko jeden (niedaleko gabinetu higientski) mój trener koszykówi się przeją zaistaniałą sytuacją. Został wezwany wychowawca oraz rodzice (tylko moi) własnym transportem musiałem dostać się do oddziału hirurgicznego w przechodni. Naszczęście lekarz kończący prace przyją mnie jeszcze na "urazówkę" Tam założył mi 5-6 szwów dokładnie nie wiem. I teraz moje pytanie czy należy mi się oszkodowanie, jak tak to ile ? I czy mogę pozwać szkołę o brak jakiej kolwiek reakcji. Nie została wezwana policja, dyrektor, a nawet rodzice tego, który mnie tak uszkodził.
Stało się to w szkole średniej (technikum) sam nie jestem jeszcze pełnoletni, BHPowiec prawdopodbnie spisał raport, ale bezemnie (poszkodowanego)
Pozdrawiam i dziękuje za odpowiedz.