Witam
Wczoraj mialem wypadek samochodowy z mojej winy , dokladnie to wygladalo tak . przejechalem zakret na drodze poza miastem ( droga miedzy wsiami , same "pola") przy cofaniu pan X wyjechal z drogi na ktora chcialem sie wrocic , uderzylem go mojim lewym tylem w jego lewy przod tak ze zarysowalem swoj lewy bok na calej dlugosci samochodu i lekko wgniotlem z lewej strony zderzak , Panu X odpadl zderzak i potukla sie lewa lapa migacza z przodu oczywiscie . Po dlugich negociacjach Pan X stwierdzil ze niechce sie dogadac i dzwoni po Policje . Po przyjezdzie polcji i po rozmowie z nimi Pan X stwierdzil ze jednak spiszemu oswiadczenie zeby obylo sie bez mandatu. po odjezdzie policji Pan X zaproponowal ze jak odkupie mu popsute elementy nie pojdzie do ubezpieczalni wymienilismy sie nr. telefonow i powiedzialem ze zadzwonie jutro
Teraz mam dylemat odnoscie paru spraw
na oswiadczeniu bylo napisane "... doszlo do uczkodzenia przodu pojazdu..." boje sie ze ten pan zniszczy caly przod , np skrzywi maske lub blotniki i zeby dostac wiecej pieniedzy bo na tym mu zalerzy , dodam ze odrazu jak wysiadl padla kwota z jego ust 3000 zl , aha ja jechalem Seatem Leon 2001r , Pan X Fordem Sierra 91r mam ze mna jechalo 3 osoby ja 4, Pan X byl z żona i synem. Czy on moze zniszczyc samochod tak by dostac wieksze odszkodowanie ?? Co powinienem zrobic w takiej sytulacji ? jak sie teraz ( po wypadku ) zachowac ? dac mu isc do ubezpieczalni i stracic znizki czy przywiesc mu czesci tak jak sie chcial dogadac , co ja moge stracic i jak zrobic zeby nie zostac oszukanym lub najlepiej na tym wyjsc
Ps: co bylo by gdybym jechal pozyczonym samochodem i niechcial obciarzac własciciela samochodu