Po weekendowej nawałnicy wiatr zerwał dachówki ze śmietnika obok którego zaparkowałem auto, tutaj dodam jeszcze, że sami stwierdzili że auto było zaparkowane poprawnie. Dachówki oczywiście wylądowały na moim aucie, powodując głębokie rysy i duże wgniecenia w blacharce na całym lewym boku auta. Sama myśl o naprawie blacharki i lakierowaniu tego wszystkiego na mój koszt jest dla mnie przerażająca. Oczywiście nie mam AC, tylko samo OC. Kontaktowałem się w tej sprawie z zarządcą terenu (spółdzielnią mieszkaniową), zasięgnąłem także porady od mojego ubezpieczyciela w sprawie odszkodowania. Wszystko jest jeszcze "na gębę", ale od brokera spółdzielni otrzymałem informację że nie dostanę z ich strony żadnego zadośćuczynienia bo to będzie potraktowane jako działanie siły wyższej (wg kodeksu cywilnego) tak samo jak pożary, huragany itp. a tego nie obejmuje OC. Znowu mój ubezpieczyciel doradzał mi żebym z nimi walczył. Na całym osiedlu tylko ja zostałem poszkodowany, z żadnego dachu ani z żadnego innego śmietnika nic nie spadło. Więc jak dla mnie to raczej nie jest jakiś kataklizm ...choć powiewy wiatru były bardzo mocne. Nie wiem czy się na to dobrze zapatruje ale wichura wywołała straty u nich - zerwała dachówki, uszkodzenia u mnie były spowodowane przez ich mienie, a nie przez burze /choć mogę się mylić. Śmietnik jest nowy więc ciężko będzie udowodnić że był w złym stanie techn., ale fakt, że tylko on był uszkodzony przez wiatr świadczy o czymś odwrotnym.
Zwracam się do was prośbą o pomoc w dalszym postępowaniu. Co robić? Napewno jutro pójdę do nich z jakimś pisemkiem tylko co im napisać?