Witam serdecznie wszystkich forumowiczów.
Mój problem dotyczy szkody całkowitej którą orzekło TU. Ale do rzeczy. 14.08.09 miałem wypadek, żadnych rannych, żadnych obrażeń w kolizji uczestniczyłem ja sam.
Samochód został przetransportowany do warsztatu. Na pierwszy rzut oka skutki wypadku wyglądały nie wyglądały tragicznie. Samochód (opel vectra b z 2002r) miał rozbity prawy reflektor, pas przedni, maska zgnieciona, wgnieciona felga prawa, przebite dwie opony, rozwalona chłodnica, prawe nadkole. Po wizycie inspektora okazało się że jeszcze pompa wspomagania, być może układ klimatyzacji. Samochód był w kwietniu t.r. ubezpieczany na 20.500 wczoraj rozmawiając z agentem powiedział mi że w tej chwili samochód wart jest 18.500 ( spora utrata wartości w 4 miesiące) . Skoro samochód wart jest 18500 a szkoda całkowita jest orzekana kiedy wartość naprawy przekracza 70% wartości samochodu, to wygląda na to że koszt naprawy to około 13 tyś. I tu pojawiają się moje pytania i wątpliwości : co robić??
Czy istnieje taka możliwość że TU nie opłaca się wywalać tych 13 tyś na naprawę, ale czy istnieje mozliwość że mi przelewają tę sumę i ja naprawiam samochód na własna rękę?
Jakie są inne opcje, przyznam że jestem trochę tym zdezorientowany, przygnębiony i nie wiem co robić? Za wszelkie rady i pomoc serdecznie z góry dziękuję.
Pozdrawiam forumowiczów i życzę bezszkodowej jazdy:)