Witam,
STAN FAKTYCZNY:
Uczestniczylem jako kierowca auta w wypadku samochodowym. Wypadek byl nie z mojej winy, samochodow uczestniczylo kilka.
Wine orzekla policja potem sprawa sie otarla o prokurature i na koncu - sad. Winny okazal sie winnym i sprawa zakonczona.
Moje papiery czekaly juz u ubezpieczyciela wiec jak tylko dostalem papierek kto jest winny, przeslalem dokument ubezpieczycielowi tego winnego zeby nie mial pretekstu sie ociagac.
Ostatecznie dla 4% uszczerbku na zdrowiu zaproponowano mi 5500 zl - z OC sprawcy oczywiscie.
PYTANIE:
ALE... W zwiazku z tym ze skladalem rozne papiery do sprawy zwiazanej ze szkoda na aucie, ktore wskazywaly na to ze wypadek mialem w trakcie wykonywania, nazwijmy to: "waznych czynnosci" i wypadek mi je uniemozliwil (ale nie wiazalo sie to z zarobkiem) rozmowa wygladala tak, ze pani od razu spytala czy mam jakies oczekiwania co do kwoty odszkodowania, bo nie chcialaby sie platac w rozne sprawy sadowe, czy odwolania. Chcialaby po prostu sprawe zamknac, bo wie ze mam pewne mozliwosci dochodzenia wyzszego odszkodowania - w skrocie - ze sobie z tym poradze.
I rzeczywiscie z odchodzeniem odszkodowania sobie poradze, tylko ze nie wiem o ile moglbym sie bic...
Stad moje pytanie: ile powinienem krzyknac w sytuacji 4% uszczerbku na zdrowiu, z 2 tygodniowym zwolnienem lekarskim, zawalajac bardzo wazne sprawy, ktore wprawdzie nie mialy dla nikogo skutkow finansowych, ale prestizowe dosc duze (dla pewnego stowarzyszenia - organizacji pozarzadowej) ?
Bo moze rzeczywiscie byloby lepiej raz a dobrze sie wyklocic, moze podac mniej troche, zeby ubezpieczycielowi ograniczyc papierki a mnie przyspieszyc wyplate calosci kwoty.