Witam, oto moja krotka historia:
Mialem rekonstrukcje wiezadla przedniego krzyzowego kolana lewego(ACL). 13 dni po rekostrukcji zaczely sie problemy, kolano spuchlo bardzo dostalem antybiotyki doustnie po 3 dniach doszly zastrzyki. 2 dni po braniu zastrzykow na szwie pod kolanem rana sie otworzyla i tak zostala 3tyg. Lekarza widzial co 3 dni i nic z tym nie robil. Caly czas mialem goraczke 39-40. Po 4,5tyg. od kiedy sie zaczely problemy lekarz zrobil USG i postanowil znow otworzyc kolano. Stwierdzono brak wszczepionego wiezadla ze sciegien, dziure w kosci piszczelowej po srubie biowchlanialnej(sruba sama wypadla) 14mm gdzie sruba byla wkrecona w dziure 8mm. Jestem 5 tyg. po tej operacji i kolano dalej spuchniete, 8cm zaniku miesnia i dalej chodze o kulach. Co najmniej przez rok nie moge miec reko, ale tez nie wiadomo czy dziura w piszczeli sie zrosnie.
Nic bym nie robil z tym bo sie zdarzaja takie sytuacje, ale moj kumpel mial 2 miesiace wczesniej tez rekonstrukcje w tym samym szpitalu i to samo co ja brak wszczepionego ACL-u. Lezal 3 razy w szpitalu pod antybiotykami.
Moje pytanie, czy jest sens podanie tego szpitala i lekarza, ktory nas operowal do sadu o odszkodowanie, rekompensate? Pozdrawiam