Witam!
Pod koniec czerwca 2009r skradziono mi samochód. Oczywiście policja, ubezpieczalnia, bank byli zawiadomieni. Policja: jeżeli się samochód nie znajdzie, to ok 1 miesiąca sprawa będzie umorzona - była. Bank: Najpierw policja, później ubezpieczalnia a następnie my - ok.
Tylko to nieszczęsne PTU!!!!!!!! Zadzwoniłem na podany numer, podano mi spis dokumentów, które muszę złożyć. Na drugi dzień tj. 2.07.2009 zawiozłem i kazano czekać na umorzenie sprawy. Po ok miesiącu umorzono, więc na drugi dzień zawiozłem to pismo do PTU o Częstochowa i się zaczęło. miałem problem wyrejestrować pojazd, bo dali mi złe dokumenty. Nie poinformowano mnie, że potrzebuję pismo z banku o zgodzie wyrejestrowania. Było ciężko, ale wszystko zorganizowałem. Obiecali mi dwa tygodnie. Jest 30.09 2009 i nic. Nie sposób się tam dodzwonić. Niby sprawa jest już w Warszawie. Niby wartość wyliczyli na 30tyś, a obiecali, że ich zadaniem jest wypłacić odszkodowanie o wartości takiego samego auta... hmmm może udałoby się kupić takie samo za 40 może 35tyś! (Ubezpieczałem na 42 tyś)
A raty płacę!.. A Frank idzie w górę!.. Pytanie: Komu się poskarżyć? Co mogę jeszcze zrobić? Jeśli będzie tak zaniżona wartość, czy się odwoływać? Ile to może trwać? Kto zapłaci te odsetki, bo dziennie jest ich kilkanaście złotych. Jestem wykończony finansowo i psychicznie...
Z góry dziękuję za odpowiedź- mongo