Pracuję fizycznie, mam umowę na czas nieokreślony, rok temu miałam wypadek w pracy, tj. skręcenie i naderwanie prawego stawu łokciowego. Po 8 tyg. zabiegów wykonanych w ciągu 5 mies. ból nie ustępował, okazało się, że mam stan zapalny nadkłykcia bocznego kości ramiennej prawej, tzw. łokieć tenisisty. Przyznano mi 2 razy po 3 miesiące świadczenie rehabilitacyjne, w trakcie którego byłam w sanatorium z ZUS-u. Nie składałam już wniosku na kolejne świadczenie, bo chciałabym wrócić do pracy, teraz wiem, że źle zrobiłam. Powinnam ją rozpocząć 21.12, jutro idę do lekarza medycyny pracy.
Na wypisie z sanatorium z przed tygodnia jest napisane, że jest "przykurcz stawu łokciowego prawego, ograniczenie ruchomości, bóle podczas ruchów" a w zaleceniach "oszczędzanie kończyny górnej prawej", poza tym lekarz prowadzący powiedział, że powinnam poddać się operacji ścięgna, który powoduje przykurcz. Ręka mniej boli ale jeżeli trzymam w niej coś ciężkiego to mi wypada, dokucza przykurcz. Prawdę mówiąc nie bardzo nadaję się do wykonywania dotychczasowej fiz.pracy. Ponadto w zakładzie pracy usłyszałam, że nie wolno mi więcej skręcić ręki i chodzić na zwolnienie, bo będę musiała się sama zwolnić a oni się o to postarają! Ale jak ja mogę obiecać, że więcej jej nie skręcę?! Lekarz ortopeda powiedział, że w każdej chwili mogę skręcić ponownie, żadne opaski stabilizacyjne nie pomogą. Wpadłam w depresję, biorę leki i jest trochę lepiej.
Wiem,że jedyne rozwiązanie to zmiana pracy, nie chcę się zwolnić sama, bo przez 3 mies. nie dostanę zasiłku i tu moje pytanie, czy lekarz m.p. może zaopiniować zmianę stanowiska albo napisać, że nie mogę wykonywać dotychczasowych czynności i wtedy zakład rozwiąże umowę. Nadmieniam, że za rok będę kończyć studia licencjackie, więc jest nadzieja na pracę umysłową.