W piątek 20.11 zostałem potrącony przez samochód, jadąc na uczelnie na rowerze. Byłem na ścieżce rowerowej, przejeżdżałem przez jezdnię, oczywiście po przejeździe dla rowerzystów. Ze względu na uraz głowy i wstrząśnienie mózgu leżałem w szpitalu przez 7 dni. Nie wiem co teraz robić?? Czy powinienem się do kogoś zgłosić, czy poczekać aż ktoś się do mnie odezwie?? Na miejscu po wypadku oczywiście była policja, sprawczyni również. Zostawiła mi nawet swój numer telefony gdyż zabrała z miejsca wypadku mój rower. Teraz proponuje że pokryje koszty naprawy, ale czeka na moją decyzję w tej sprawie. A ja nie wiem, czy pozwolić gdyż po naprawie rower na pewno nie będzie tak sprawny jak przed wypadkiem. Ponadto nie wiem czy czekać aż jej ubezpieczyciel się do mnie odezwie?? Czy mam korzystać z pomocy jakichś firm w celu egzekwowania odszkodowania, jeśli tak to jakich i ile to kosztuje?? Jestem zielony w tym temacie...
A i jestem jeszcze ubezpieczony na uczelni, czy i tam mogę ubiegać się o odszkodowanie?? Proszę o konkretne odpowiedzi, bo jak wspomniałem nie jestem obeznany, a z tego co słyszałem mogę liczyć na naprawdę konkretne kwoty z odszkodowania...
Pomocy!!!