Witam, mam dość poważny problem, mój tata zmarł w swoim biurze, jednocześnie był jednym ze wspólników i pełnił funkcję wiceprezesa firmy. Lekarz z karetki stwierdził ze to wypadek przy pracy, mój ojcic zmarł w trakcie rozmowy telefonicznej, jak stwierdził jego asysten była to rozmowa biznesowa i prowadzona podniesionym głosem. Tata chorował jednak z dokumentacji medycznej jasno wynika ze po przebytym zawale ( 11lat temu) jego stan zdrowia zdecydowanie rok rocznie ulegał poprawie. Nie pił, nie palił, uprawiał sport i miał koncycję lepszą niż nie jeden 20 latek. ZUS stwierdził, że zgon spowodowanym był chorym sercem i nie uznał tego jako wypadek przy pracy. Czytałam gdzięs, ze osoby pełniace funkcje kierownicze są w większym stopniu narazone na stres,a ten jest uznawany za chorobę zawodowa.
Sąd prosił o dokumentację medyczna, od 2000 roku do chwili zgonu. Wyraznie jest tam pokazane ze tata z zegarkiem w reku stawial sie na kazde badania, był pod stała opieka kardiologa, a stan zdrowia nie ulegał pogorszeniu lecz poprawie.
Czy jest szansa ze wygram sprawde z ZUS'em udowadniając i mając wszystkie wyniki na papierze, które pokazują, ze stan zdrowia taty był bardzo dobry?
Nie rozumie dlaczego trzeba walczyc i udowadniac ze wypadek przy pracy nie jest tylko wtedy gdy komus spadnie cegła na łep 😠 A smierc moze byc spowodowana gwałtowną i stresująca rozmowa.
Pozdrawiam N.
P.S chciałam jeszcze napisac, ze po stwierdzeniu przez ZUS ze nie był to wypadek przy pracy, sprawa trafiła do Sądu i nie popuszczę 🙂 jednak nie wiem jaki % podobnych spraw kończy się pozytywnie dla rodzin zmarłych.