witajcie,
w pazdzierniku 2008 miałem wypadek, jechałem z kolego, gościuwa z naprzeciwka wyprzedzała na trzecego, miałem złamanie kości strzałkowej lewej i szyję w gorsecie przez 2 miesiące. Do tej pory z OC tej kobiety dostałem 5000, Byłem na komisji lekarskiej, dowiedziałem się że mam 7 % uszczerbku na zdrowiu. Teraz dzownili z ubezpieczalni i proponują mi jeszcze 2,5 tys. ale chcą, żebym podpisał jakąs ugodę.
Co robić? Nie mam pojęcia czy to dużo czy mało. Znajomi mi radzili, żeby wziąć pośrednika - polecali jakieś biuro dochodzenia odszkodowań z Sopotu, podobno nie biorą dużego porocentu. Czy opłaca się bawić w pośrednika, czy podpisać to ugodę?
Czy ktoś mi może doradzić?