Mojej babci przydażył się dość przykry wypadek. Schody przed kościołem były nieodśnieżone i nie posypane solą ani piaskiem. Podczas schodzenia ze stopnia, babcia pośligznęła się i runęła z samej góry, łamiąc przy tym rękę w nadgarstku i kciuka, jak również rozcinając usta na pół. Myślę, że nie muszę wspominać o licznych siniakach i opuchliznach. Od razu trafiła do szpitala i otrzymała stosowne zaświadczenia. W związku z zaistniałą sytuacją mam pytanie - czy babcia może ubiegać się o jakieś odszkodowanie ze strony Kościoła (np. w osobie proboszcza) ? Oczywiście jest ubezpieczona, więc od swojego ubezpieczyciela będzie domagać się odszkodowania, lecz nie wiem, jak sprawa ma się w stosunku do Kościoła. Przecież wina leży ewidentnie po ich stronie. Na szczęście nie skończyło się to dużo gorzej, gdyż babcia jest osobą starszą i schorowaną.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, pozdrawiam.
Basia