Na początku lutego wpadłem w dziurę i urwałem wahacz,
całą sytuacja miała miejsce w Zielonej Górze.
Na miejscu zdarzenia była policja, notatka etc.
Następnego dnia podjechałem do Urzędu Miasta Zielona Góra,
gdzie zostałem skierowany do Zarządu Dróg Miejskich Zielona Góra.
Spisaliśmy tam protokół, dostałem numer polisy i zgłosiłem szkodę w Hestii.
Po około 5 dniach był rzeczoznawca i wycenił szkodę na blisko 1300 zł.
Rozpoczął się proces likwidacji szkody i wypłaty odszkodowania.
Po telefonie do Hestii dowiedziałem się, że czekają na notatki od Policji i UM.
Po około tygodniu zadzwoniłem, żeby dowiedzieć się co jest grane ... nie dostaliśmy jeszcze żadnej notatki - proszę czekać.
Kolejny tydzień ... nie mamy notatek proszę czekać.
Jakiś czas później ... mamy notatkę od Policji ... proszę czekać.
Po 3 tygodniach - mamy odpowiedź z Zarządu ... odmowa wzięcia odpowiedzialności.
po kolejnych 20 telefonach doszedłem co jest grane...
likwidator szkody wysłał pismo do Zarządu Dróg Wojewódzkich, stąd odmowa ponieważ była to droga miejska.
Podałem dokładnie gdzie mają wysłać swoje pisma.
Mija 5 tygodni i ..... wysłali do ZDM ale zły kod pocztowy i coś poprzestawiane w adresie
podałem im w końcu telefon adres kod pocztowy oraz imię i nazwisko urzędnika który się takimi sprawami zajmuje.
No krew spokojnego człowieka zaleje... w międzyczasie przyszło pismo - że nie mają jeszcze odpowiedzi od sprawcy zdarzenia (czyli od dziury) i nie można zakończyć postępowania wypłaty odszkodowania.
Wiem że człowiek w Call Center jest Bogu ducha winną osobą dlatego staram się z nim rozmawiać spokojnie bo on i tak mało może a cała nieudolność spoczywa na likwidatorze szkody.
Zastanawiam się jak długo mogą tak bezczelnie grać na zwłokę