Dzień dobry
Zwracam się do Państwa z prośbą o realną ocenę mojej sytuacji oraz o ewentualną podpowiedź jak sprawą dalej pokierować.
Na początku listopada, weszłam do budynku zakładu pracy. Podpisałam listę obecności na parterze i poszłam do swojego pokoju na pierwszym piętrze. Pokonując drogę parter - drugie piętro poślizgnęłam się i zwichnęłam staw skokowy.
Dostałam L4 na dwa miesiące.
Zajmuję się komputerami na parterze i na drugim piętrze i muszę pokonywać tę trasę kilka razy dziennie.
Pomieszczenia na parterze i pierwszym piętrze zostały oddane w trwały zarząd mojego zakładu.
W protokole mam napisane, że było to około godz. 7 czyli tej której zaczynam pracę.
Niestety moje koleżanki podały że było to "idąc do pracy" - nikt zdarzenia nie widział tylko słyszał jak w trakcie pracy narzekałam, że noga zaczyna puchnąć po tym jak wywaliłam się między pierwszym a drugim piętrze po siódmej. Jedna z nich zawiozła mnie około 11 na SOR ponieważ noga zaczęła siwieć.
Pracodawca uznał wypadek przy pracy i tak go zakwalifikował, prywatny ubezpieczyciel też. Natomiast ZUS nie chce uznać wypadku przy pracy. Odwołałam się oni skierowali sprawę do Sądu powołując się na wyrok w sprawie osoby która skończyła pracę i wychodziła i doznała podobnego urazu, gdzie Sąd oddalił odwołanie.
Czy ma to znaczenie, że byłam już w zakładzie i podpisałam listę obecności. Czy nawet idąc do swojego pokoju nie jestem już do dyspozycji pracodawcy, często zdarza się przecież tak, że do pokoju wchodzę dopiero po 10 bo zanim do niego dojdę to po drodze naprawiam komputery lub usterki sieci.
Gdyby ktoś z Państwa znał wygraną podobną sprawę byłabym wdzięczna za podanie sygnatury wyroku.
Z góry dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam