Mój mąż jadąc drogą wojewódzką miał kolizję z dzikiem. dzik tego nie przeżył. Nasza szkoda jest znaczna. Od osób, które miały podobne przypadki słyszę ciągle że jest to sprawa nie do wygrania.
Droga w tym miejscu nie była oznakowana pod kątem zwierzyny- znak jest ale kilkaset metrów dalej. Na miejscu była policja, sporządzili notatkę, oczywiście zabrali dowód. Lasy Państwowe ani koło łowieckie nie chcą wziąć odpowiedzialności za zwierzę. Próbowałam przez Wójta tej gminy, gdzie to się stało- bo z wszelkich danych wynika, że to Skarb Państwa jest właścicielem zwierzyny. Oni nawet chcieli pomóc, skierowali sprawę do swojego ubezpieczyciela, Warta przysłała rzeczoznawcę - czyli chciała wypłacić pieniądze ( wycenił szkodę na ponad 4 tys. PLN).Teraz Warta odesłała dokumenty do gminy po potwierdzenie, prawie miałam odszkodowanie, ale jakiś urzędnik powiedział mi że skoro to jest droga wojewódzka, to oni się pod tym nie podpiszą i odesłali mnie do Zarządu Dróg Wojewódzkich. A przecież mnie chodziło o odszkodowanie nie od właściciela drogi tylko właściciela zwierzęcia. Teraz wysłałam pismo do tego zarządu i wniosek o odszkodowanie. Jakie mam szanse wygranie sprawy?