w styczniu tego roku miałam poważny wypadek - połamane oba podudzia, udo, żebro, ręka, miednica, stłuczone płuca, odma. 14 dni w śpiączce. Byłam pasażerem samochodu, którego kierowca spowodował wypadek. Oczywiście, juz w szpitalu nachodzili mnie przedstawiciele firm walczących w moim imieniu o odszkodowanie. Poczytałam jednak sporo na internecie i zaczęłam się zastanawiać czy nie spróbowac pisać samemu. Jednak moja sprawa jest dość problematyczna i trochę boję się, że ubezpieczyciel może sprawiać problemy. Po pierwsze - kierowca nie miał prawa jazdy, miał za to zakaz prowadzenia pojazdów, po drugie samochód nie miał OC (będę musiała występować do UFG), po trzecie - kierowca był pod wpływem alkoholu (0,8%.) po czwarte - uciekł z miejsca zdarzenia i jego przyznanie sie do sprawstwa wyglądało tak, że "byc może spowodował wypadek ale tego nie pamięta, bo był w szoku a alkoholu napił sie już po zdarzeniu"
czy w przypadku tak skomplikowanej sprawy, warto ryzykować występowanie o odszkodowanie bez pomocy firmy licząc na to, że ubezpieczyciel nie odmówi wypłaty i nie będę musiała iść z tym do sądu? Czy jednak lepiej nie ryzykować? Do czego ubezpieczyciel może się w tym wypadku "przyczepić"?