Witam,
do tej pory nie mogę uwierzyć w to co mnie spotkało. Ponad miesiąc temu jadąc ze sklepu w Warszawie miałem kolizję. Na skrzyżowaniu dróg równorzędnych nieznany sprawca nie ustąpił mi pierwszeństwa przejazdu i doszło do zderzenia. W chwili gdy ja sprawdzałem czy nic się nie stało mojej 3letniej córce oraz gdy usuwałem mój pojazd ze środka skrzyżowania (ok. 1 min w sumie) sprawca wysiadł i zbiegł. Nie pozostawił żadnych dokumentów. Są świadkowie zdarzenia (3-4 osoby) no i pozostawiony samochód sprawcy. Na miejscu zdarzenia była policja i przesłuchiwała świadków oraz sporządziła protokół. Najpierw okazało się, że pojazd sprawcy nie miał ważnego OC, co w połączeniu z brakiem AC u mnie oraz z tym, że nic mi się nie stało (z czego się cieszyłem ale coś mam wrażenie, że niepotrzebnie) spowodowało, że musiałem czekać aż policja znajdzie sprawcę gdyż UFG nie wypłaca odszkodowań jeśli nie ma sprawcy chyba że są ranni. Dzisiaj dowiedziałem się od policji, że właściciel jest obywatelem Czech i oni będą umarzać sprawę gdyż nie współpracują z organami ścigania z innych państw w tak drobnych sprawach. Podsumowując: sprawca pozostanie nieznany - policja go nie będzie szukać a UFG się na mnie wypnie. Rzeczoznawca orzekł szkodę całkowitą (ok 12tys). Nie mam takiej gotówki a poza tym czy Państwo mnie nie ochroni w tej sytuacji i czy naprawdę będę musiał sam ponosić koszty? Proszę o pomoc. Pozdrawiam. Krzysiek