Witam wszystkich serdecznie.
Trafiłem przypadkiem na forum i rady okazują się bardzo pomocne. Podziwiam też Waszą cierpliwość, której ja niestety nigdy nie miałem.
Wracając do tematu, klasyka: boisko, bieg do piłki, hamowanie, lewa noga się poślizgnęła, prawa została pode mną.
Cały ciężar został na prawej nodze, stopa wygięła się do zewnątrz a ja na niej przysiadłem. Coś chrupnęło no i ból...
Werdykt: złamana kostka boczna i 6 tygodni szyny gipsowej.
Już się kiedyś łamałem, ale pierwszy raz jest to noga.
Chciałbym zapytać użytkowników forum, których spotkała identyczna kontuzja:
- czy mrowienie i uczucie przy kostce jakby mi ktoś robił pokrzywkę jest normalne?
- czy możliwe jest zastosowanie gipsu żywicznego? Mam na razie szynę, ale nawet mi tego nie zaproponowano w momencie przyjęcia do gipsowania
- czy mogę spokojnie kilka razy na jakiś czas ruszać palcami u nogi? Nie boli to wcale, a myśle że poprawi krążenie
- no i w końcu jak to wygląda po zdjęciu gipsu. Jak długo dochodzicie do siebie? Wiem, że każdy organizm jest unikalny i te czasy mogą być różne jednak bardzo proszę o taką informację. Jest nadzieja, że koło grudnia będę normalnie chodzić bez kul? Jakieś kuśtykanie ale, żeby wyrzucić kule z rąk...
AHA! Połamałem się 23 września więc sprawa jest dość świeża
PS. Ból przy opuszczeniu nogi jest straszny. Zaczyna się po jakichś 5 sekundach i boli jak silne odparzenie, jakby ktoś wbijał tysiące drobnych szpilek i mam wrażenie że to skóra boli jakby ją ktoś rozciągał a nie kość. Muszę od razu cofać nogę i ją na czymś układać bo ból jest po prostu nie do zniesienia. Czy jest to związane z odpuszczaniem opuchlizny (gips się obsuwa i nie przylega tak szczelnie) czy po prostu wynik nie ruszania kończyną od tygodnia?