Witam,
Prawie trzy lata temu w lipcu podczas przejażdżki lekki podmuch wiatru obłamał dość sporą gałąź, która uszkodziła mi dach samochodu, wyłamała relingi i pogięła ramę dachu. Cała sprawa miała miejsce chwilę (około 30 minut) przed silną ulewa z mocnym wiatrem na miejscu nawet nie zastanawiałem się nad robieniem zdjęć i wzywaniem policji bo robiło się coraz gorzej a kolejne gałęzie zaczęły też spadać, uciekałem stamtąd i tyle. Do tego czasu nie myślałem nawet o żadnym odszkodowaniu (poczytałem w necie że siła wyższa itp.) Dachu nie naprawiałem bo kasy brak 😛 tylko zamazałem czerwona farbą coby rdza nie brała.
Ostatnio jednak znajomy, który zajmuje się odzyskiwaniem odszkodowań polecił mi abym spisał sobie "wezwanie do zapłaty" skoczył do blacharza i lakiernika po wycenę (ok. 700PLNów) oraz opisał sprawę dołączył zdjęcia uszkodzeń i zeznanie świadka, który wtedy ze mną jechał i wysłał do zarządcy posesji (Zespół Szkół Rolniczych) i powiedział że jak mam naocznego świadka i jeśli samochód do tej pory nie został ruszony to sprawa jest do wygrania bo jeszcze się nie przedawniła (3 lata będą w lipcu)
Naprawdę nie znam się na tym bo nigdy niczego takiego nie robiłem. Chciałbym ten daszek w końcu zreperować ale jak dla studenta 700PLnów to dość dużo. Myślicie że po prawie trzech latach nadal mam szanse na odszkodowanie i sprawa najważniejsza jak udowodnić że konar został złamany zanim się na dobra sprawę zaczęła burza.
Prosiłbym też o poradę jak powinno takie ewentualne pisemko wyglądać wraz z zeznaniami świadka.