witam;) ja z moim chlopakiem (ktory prowadzil) mielismy kilka dni temu wypadek, wpadlismy w poslizg i uderzylismy w drzewo. z racji tego, ze chlopak jechal powoli i mielismy zapiete pasy nic "wielkiego" nam sie nie stalo poza obitymi zebrami i naciagnietymi więzadłami. mimo to samochod zostal w taki sposob uszkodzony, ze nie da sie go naprawic, chciałam się dowiedzieć czy istnieje jakakolwiek szansa na odszkodowanie dla pasazera- oboje bylismy na pogotowiu, mi zalozyli kolnierz i dostalam skierowanie do ortopedy (przeswietlenia nic nie wykazaly). slyszalam ze podczas takich wypadkow pasazer ma szanse na odszkodowanie nawet jesli zostal mu zalozony tylko kolnierz i mial on obite zebra- moj chlopak mowil mi ze ma oplacone ubezpieczenia dla pasazera w razie wypadku. czy wgl mam jakies podstawy o staranie sie o odszkodowanie?
Okazalo sie rowniez ze policja wypisala kierowcy mandat- 500zl i 10 pkt, nie rozumiem dlaczego? pytalismy sie policjantow jednak oni nie potrafili nam wytlumaczyc wprost skad taki mandat. odmowilismy przyjecia mandatu- poniewaz nie ma zadnych dowodow na nadmierna predkosc, a chlopak byl trzezwy uzyskalismy informacje, iz prawdopodobnie nic mu nie udowodnia i zaplaci on mniejszy mandat. do wypadku doszlo na zakrecie gdzie nie zjechal nam samochod , ktory jechal srodkiem drogi z naprzeciwka. jednak policja uznala mojego chlopaka winnym. skad taka decyzja?