Witam wszystkich!
Chciałam podzielić się swoją historią, jak również szukam porady wśród tych, którzy mogą pomóc swoją wiedzą czy też doświadczeniem. Otóż:
w styczniu 2010r. wykonując obowiązki służbowe, doszło do wypadku drogowego, wskutek którego doznałam urazu kręgosłupa odcinka szyjnego. Wypadek powstał nie z mojej winy oraz został zakwalifikowany przez mojego pracodawcę, jako "wypadek przy pracy". W związku z w/w sytuacją, przebywałam pół roku na zwolnieniu lekarskim, przeszłam szereg badań (min. MR kręgosłupa) oraz zabiegów rehabilitacyjnych.
W związku z długotrwałą absencją w pracy, zostałam zwolniona, po trzech miesiącach od zdarzenia. Do dziś nie rozumiem, jak to możliwe, ponieważ wiem, że nie można zwolnić pracownika na zwolnieniu lekarskim (?). Jako że nie byłam związana mocno z firmą, postanowiłam nie zagłębiać się w ten temat...
W wyniku diagnostyki, stwierdzono u mnie "cechy spondylozy szyjnej w segmencie C3-C6, z kyfotycznym wygięciem kręgosłupa szyjnego". Jakkolwiek, nie ma to bezpośredniego związku z samym wypadkiem, jednakże od tamtego zdarzenia i zaraz po nim, zaczęłam odczuwać nieprzyjemne, bólowe dolegliwości. To tak w wielkim skrócie.
Zaraz po zakończeniu leczenia, ubiegałam się o jednorazowe odszkodowanie z tytułu wypadku od ZUS, Generali - ubezpieczenie pracownicze grupowe oraz InterRisk- szkoda osobowa z OC sprawcy.
Wśród w/w ubezpieczycieli,jedynym i największym szacunkiem darzę firmę InterRisk. Zadziałali błyskawicznie.
Początkowo otrzymałam tzw kwotę bezsporną w wysokości 2000zł, następnie po badaniu lekarskim, otrzymałam JESZCZE 6000 zł zadośćuczynienia za, jak sformułowali - "zakres oraz skutki doznanych obrażeń ciała, przebieg oraz czas trwania i złożoność procesu leczenia, wynikających z dokumentacji medycznej"!
Jeżeli chodzi o Generali, ubezpieczyciela dodatkowego, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
Po komisji lekarskiej, przyznano mi 3% uszczerbku na zdrowiu (najniżej w tabeli) oraz wypłacono sumę 540 zł, wynikającą niestety z marnej puli samego ubezpieczenia. Tutaj, złożyłam odwołanie.
Do dziś a minęło ok 2 miesięce, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Dwa tygodnie temu wysłałam pismo ponaglające, niestety bez odzewu! Zatem, nadal czekam.....
ZUS, zostawiłam na koniec, ponieważ to osobliwa historia.
Pierwsza komisja lekarska przyznała mi 5% uszczerbku. Tutaj przede wszystkim, postanowiłam odwołać się, mając w pamięci przebieg mojego leczenia oraz wiele komplikacji i kosztów, jakie poniosłam oraz ze względu na tabelę ZUS, dotyczącą mojego urazu ( 5 - 15% ).
Zostałam skierowana na drugą komisję, w sąsiednim oddziale ZUS, gdzie trzech lekarzy przeprowadziło badanie z założenia bardziej wnikliwe i rzetelne, w rzeczywistości nie różniące się od poprzednich.
Ostatecznie, dwa dni temu otrzymałam decyzję komisji, która "w oparciu o obowiązujące przepisy" ustaliła 0% uszczerbku na zdrowiu (sic!).
Od razu zareagowałam i zadzwoniłam do mojego oddziału ZUS, który pierwotnie przyznał mi 5%.
Tam dowiedziałam się, że wobec tego poprzednia decyzja traci swoją moc, i tak zostaję bez jakiegokolwiek odszkodowania!
Poinformowano mnie, że teraz mogę jedynie przekazać sprawę do Sądu, co też zamierzam uczynić.
I teraz wielka prośba do wszystkich czytających!
Co możecie poradzić w temacie oddania ZUS do Sądu? Jakie mam szanse? i czy rzeczywiście straciłam wcześniejsze uznanie 5% uszczerbku?
Frapuje mnie również kwestia roszczenia z OC polisy zakładu pracy, który, dla przypomnienia uznał mój wypadek, jako wypadek przy pracy, nie z mojej winy, po czym zwolnił mnie, przebywającą na zwolnieniu lekarskim.
Przeglądając fora internetowe, natknęłam się na informację o możliwości takiego roszczenia.
Pracodawcą moim była międzynarodowa korporacja, z dużym odziałem w Polsce, dlatego myślę że firma ta z pewnością posiada odpowiednie polisy.
Postanowiłam, mimo wszystkich przeciwności losu i instytucji, zawalczyć o siebie oraz należne mi odszkodowania, zadośćuczynienia, które i tak z pewnością nie zrekompensują strat, jakich doświadczyłam w tym długim okresie czasu.
Jako samotna mama wychowująca małe dziecko, musiałam zmierzyć się z całym koszmarem dotyczącym wypadku, utraty pracy oraz powrotu do w miarę stabilnej sytuacji zawodowej i finansowej.
Wiem, że można mieć różne ubezpieczenia w dostępnych na rynku ofertach, różne składki , etc. i jak widać na moim przykładzie różnie też realizujące swoją politykę.
Jednakże w przypadku obowiązkowego, społecznego ubezpieczyciela, jakim jest ZUS, nie spodziewałam się tak nie ludzkiego potraktowania mojego przypadku, cofnięcia decyzji o uszczerbku, czy co najbardziej paraliżujące, uznania mnie za osobę całkowicie zdrową!
Bardzo proszę o wszelkie sugestie oraz pomocne rady, ponieważ zagubiłam się w tej Krainie Ubezpieczycieli.....
Pozdrawiam wszystkich.