Witam serdecznie,
otóż po krótce:
we Wrocławiu jest swego rodzaju rondo, z którego można z dwóch pasów skręcać w prawo, a tylko z jednego - wewnętrznego - objechać rondo.
Jechałem pasem wewnętrznym, chciałem skorzystać z prawa zjazdu z mojego pasa ruchu w prawo, jednak w tym momencie kobieta jadąca pasem zewnętrznym uderzyła mocno w moje prawe przednie koło zmieniając w moim aucie geometrię zawieszenia, gniotąc błotnik i jeszcze kilka innych uszkodzeń.
W momencie uderzenia nastąpił z mojego auta wyciek płynu chłodniczego.
Przyjechała na miejsce kolizji: karetka pogotowia, straż pożarna i po długim czasie oczekiwania (ponad 3h) policja.
Karetka zabrała do szpitala mojego pasażera, straż pożarna zneutralizowała wyciek, a policja po dokonaniu oględzin orzekła winę pani jadącej zewnętrznym pasem, która nie ustąpiła pierwszeństwa przejazdu.
Pani sprawca nie przyjęła mandatu, sprawa trafiła do Sądu.
Świadków zdarzenia nie było.
Po czasie (przed przyjazdem policji) na miejsce kolizji sprawca wezwał przyjaciela.
Przyjaciel sprawcy zaczął wyśmiewać mnie zarzucając mi nieznajomość przepisów drogowych i zaczął wmawiać mi moją winę. Jednak po moich odpowiedziach zaczął konsultować ze sprawcą kolizji i stanęło na tym, że zajechałem ponoć sprawcy drogę.
Po czasie przyjechała po mnie laweta i tak czekaliśmy do przyjazdu policji.
W międzyczasie zrobiłem zdjęcia ronda i śladów wycieku płynu.
Rozprawa była w połowie lutego, kolejna rozprawa w połowie marca.
Na pierwszej rozprawie sprawca zeznał przed Sądem to co wcześniej mówiła policji,
ja powiedziałem swoją wersję, mój pasażer potwierdził.
Ze strony sprawcy zjawił się świadek (ponoć z ogłoszenia w prasie - sprawca ma dowód wpłaty za ogłoszenie)
Był też drugi (ponoć spacerowicz - też z ogłoszenia), jednak ten nie stawił się na rozprawie.
Ten świadek, który się stawił nie kojarzył nawet mojego auta, za to widział ponoć moment zderzenia, szczegółów nie pamięta, ponieważ był zajęty kierowaniem pojazdu, więcej widział jego pasażer - i to on będzie zeznawał na kolejnej rozprawie (tak zarządził Sąd).
Ja kolejny raz napiszę: nie było żadnych świadków zdarzenia - na rondzie, jak i poza nim, byliśmy tylko ja i sprawca, także świadkowie są podstawieni.
Dopuścił Sąd moje zdjęcia, jako dowód w sprawie i zapewne całą sprawę prześledzi biegły sądowy i to on zaopiniuje, kto ponosi odpowiedzialność za kolizję.
Dodam teraz wspomniane wyżej zdjęcia:
...a jednak nie dodam, mam za małą aktywność na forum...
Chciałem zapytać Was - drodzy Forumowicze, jak mam walczyć z tą kobietą?
Wzięła ona sobie prawnika i na pewno będzie jej doradzał co i jak ma robić.
Czy biegły sądowy patrząc po uszkodzeniach na pewno będzie w stanie orzec jej winę?
Boję się tego, że nie orzeknie jednoznacznie o winie, a jedynie wyda opinię, że zarówno moja jak i wersja sprawcy jest do przyjęcia, a wtedy nie odzyskam straconych pieniędzy...
Pomóżcie proszę.