W dniu 10.01.2008 roku miałem wypadek. Jechałem do pracy lewym pasem a przede mną nagle miła Pani zahamowała i jednocześnie włączyła kierunkowskaz- jak przyznała szukała ulicy i bała się że ją przejdzie więc wykonała nagły manewr nie sprawdzając co się dzieje za nią z tyłu w lusterku. Manewr nie został zasygnalizowany kierunkowskazem wcześniej… najpierw wrzuca się kierunkowskaz, potem zwalnia i skręca, a nie "daje" gwałtownie po hamulcach i wtedy włącza się kierunkowskaz. Nic nie mogłem zrobić, żeby kolizji nie uniknąć.
Uderzyłem w tył jej pojazdu. Widząc, że zbliża się za mną bardzo szybko autobus włączyłem bieg i odbiłem do przodu na prawy pas aby uniknąć kolizji i uderzenia autobusu w tył mojego pojazdu. Ponieważ Pani wiedziała, że stworzyła zagrożenie na drodze przyznała się do winy spisaliśmy oświadczenie. Policji nie wzywaliśmy bo Pani po konsultacji telefonicznej chyba z rodzicami tego nie chciała.
Zgłosiłem szkodę i czekałem na oględziny.
Następnego dnia otrzymałem telefon od osoby która się przedstawiła jako pełnomocnik kierującej i powiadomiła mnie, że oświadczenie kierująca wycofuje i że to moja wina i ja jestem sprawcą. Przypuszczam, że jak kierująca wróciła do domu (bo samochód był własnością rodziców) pod naciskiem rodziców zmieniła zdanie.
Po kilku dniach dostałem pismo od Ubezpieczyciela z prośbą o wypełnienie formularza potwierdzenia okoliczności wypadku przez sprawcę szkody, motywując, że z okoliczności podanych przez (właściciela pojazdu nie kierującego!) wynika, że to ja ponoszę odpowiedzialność za powstanie szkody. Co mam robić? To jakaś paranoja !!! Proszę o pomoc i podpowiedź co powinienem zrobić.
Pozdrawiam
Rafał