Witam,
kilka miesięcy temu uczestniczyłem w wypadku który został spowodowany przez rowerzystę.
Jechałem prawidłowo na rowerze, natomiast drugi rowerzysta jadący z naprzeciwka przez swoją nieuwagę wjechał we mnie (zobaczył znajomą mu osobę i próbował do niej skręcić wjeżdżając we mnie). W konsekwencji kolizji przeleciałem przez kierownicę i uderzyłem głową o asfalt. Straciłem przytomność. Odwieziono nas do szpitala. W wyniku zajścia doznałem złamania nosa, złamania palca dłoni, licznych ran i otarć naskórka (twarz, bark, łokcie, kolana, nadgarstki). Opuchlizna twarzy była tak znaczna, że dopiero po 5 dniach od wypadku wykryto u mnie połamanie kości nosa, złamanie palca dopiero po 14 dniach). Na szczęście na podstawie badań tomografem nie stwierdzono u mnie uszkodzeń mózgu.
W konsekwencji wypadku dostałem L4 na dwa tygodnie, później gdy wyszło na jaw złamanie palca - kolejne dwa tygodnie nie mogłem pójść do pracy (z tym, że z różnych przyczyn nie było to już L4 lecz wolne w ramach urlopu).
Na miejscu zdarzenia była policja - zebrała zeznania świadków. Osoba do której skręcał sprawca zeznała, że widziała całe zdarzenie, że ja jechałem prawidłowo i że to on jest sprawcą zajścia. Na tej podstawie sprawca został ukarany mandatem karnym. Mandat przyjął.
Sprawca podczas leczenia deklarował gotowość do wypłacenia rekompensaty, natomiast obecnie zmienił podejście i nie jest zainteresowany polubownym rozwiązaniem sprawy.
Sprawca nie posiada żadnego ubezpieczenia z którego moglibyśmy skorzystać, ja również nie.
Zebrałem część rachunków, ale nie wszystkie (w drodze od lekarza do lekarza jakoś nie myślałem o finansach).
W jednej z odpowiedzi na podobne zapytanie na tym forum, odpisujecie: "Witam, na początku proszę sobie odpuścić kontakt z jakąkolwiek kancelarią, firmą bądź pseudo firmą."
Bardzo proszę o poradę jak mogę domagać roszczenie odszkodowania za poniesione uszczerbki na zdrowiu.