Dwa tyg temu, stojąc na chodniku przed przejściem i czekając na "zielone" wjechała na mnie samochód, któremu to z kolei wyjechał inny pojazd - nie zachowując odpowiedniego bezpieczeństwa. Zostalam potrącona i przygnieciona przez ten samochód. Gdyby nie przechodnie którzy podnieśli samochód i mnie wyciągnęli, nie pisałabym tutaj...przynajmniej tak twierdziły służby które przybyły na miejsce- policja, straż, karetka...
Przebywałam tydzień w szpitalu - jestem ogolnie mocno potłuczona, po operacji nogi - złamanie piszczeli (drut), krwiak kolana, mam złamaną rękę, porażony nerw w nadgarstku, silnie obite nogi.
ALe to co najgorsze, to musiałamz dnia na dzień odstawić od piersi mojego małego synka, który do tej pory był zależny w 100% ode mnie-nigdy nie pił z butelki, nie jadł innnych pokarmow niż moje mleko.
Proszę o konstruktywne rady, jak zabrać się do tego tematu, co z odszkodowaniem, narazie zgłosiłam szkodę w pzu, gdzie jestem ubezpieczona w pracy.
O jakie kwoty powinnam się starać, na jakie zdecydowanie nie godzić?
Czy dostanę coś z zusu,, jeśli w momencie wypadku przebywałam na zaległym urlopie wypoczynkowym (po macierzyńkim)?