Pod koniec marca na parkingu wjechano mi w pojazd powodując szkodę. Sprawca odnalazł mnie przekazując własną polisę OC jak również spisał oświadczenie spowodowania uszkodzenia. Pojazdem pojechałem na kołach do Serwisu, gdzie zaplanowane były oględziny. Przy rzeczoznawcy zdemontowano uszkodzone części, przez co pojazd nie nadawał się do dalszego użytku (zdemontowano lampę, zderzak, jakieś elementy pllastikowe).
W połowie kwietnia otrzymałem pismo z informacją, że odpowiedzialność jest ustalona. Upoważniony do naprawy serwis na podstawie oględzin Ubezpieczyciela przesłał kosztorys naprawy.
Po kilku dniach Ubezpieczyciel odesłał pokreślony kosztorys serwisu, zaniżając wartość odszkodowania o ponad 50%. Serwis odwołał się od każdej ze skreślonych pozycji.
Dodam, że samochód ma 3 lata, był kupiony w polskim salonie i był w 100% bezwypadkowy przed zdarzeniem.
Domyślam się, że problemem są bardzo drogie części.
Po 2 miesiącach Ubezpieczyciel powołał sobie biegłego, który po raz kolejny rozpoczął ustalanie okoliczności zdarzenia i raz jeszcze zebrał na własne potrzeby materiał dowodowy.
Pojazd niszczeje. Hamulce są zapieczone, akumulator rozładowany, pomimo przykrycia pokrowcem, odkryte elementy stalowe pordzewiały.
Jedyny kontakt ze strony ubezpieczyciela jaki uzyskałem, to pismo przysłane 59-dnia informujące mnie, cytuję:
"pomimo upływu terminu przewidzianego na zakończenie postępowania związanego ze zdarzeniem, na aktualnym etapie nie jest możliwe zajęcie stanowiska w wyżej wymienionej sprawie..."
Dodam jeszcze, że posiadam własne Ubezpieczenie AC, z którego opcji zrezygnowałem z chwilą przesłania informacji o przyjętej odpowiedzialności z OC sprawcy. Ubezpieczalnia sprawcy doradziła mi wynajęcie pojazdu zastępczego do celów służbowych, co też uczyniłem. Strach pomyśleć jaki będzie rachunek za wynajem. Serwis oszacował czas naprawy na "kilka dni", natomiast TU dobije wkrótce do 3 miesięcy.
Co mogę uczynić, aby Ubezpieczyciel przestał łamać prawo?
Z mojej strony dostarczyłem wszystkich informacji i nie widzę, żadnego powodu pozwalającego TU na przekroczenie 30-dniowego okresu likwidacji szkody, nie wspominając już o 44-dniowym wyjątku, czy 90-dniowym.
Jak to wygląda z prawnego punktu widzenia?
Czy powinienem powołać własnego Rzeczoznawcą? (tylko po co, skoro można pokazać palcem, które elementy są do wymiany).
Czy warto informować Prokuraturę lub wystąpić na tym etapie do Sądu? (z Sądem wolałbym poczekać, aby pojazd nie skończył na parkingu nienaprawiony jako dowód...)
KNF wysłałem e-mail z informacją o fakcie. Również do Rzecznika Ubezpieczonych. Póki co bez odzewu.
Jakieś pomysły na tych przestępców?