Cześć, miałem kilka dni temu wypadek samochodowy, w którym byłem kierowcą jednego z aut. Sytuacja wyglądała nietypowo ponieważ mamy zimę, mieszkam poza miastem (wieś) gdzie drogi są sporadycznie odśnieżane. W mojej sytuacji droga była zawiana tak bardzo że dostępny był tylko prawy pas ruchu, lewy był całkowicie zawiany, wielka ściana śniegu, do tego duża zamieć i opad śniegu w tym czasie utrudniał poruszanie się.
A więc jadę 🙂, po prawym pasie ruchu, gdyż na lewym moim nie ma jak, prędkość zmniejszam do około 30-40 km/h i jadę, nagle zauważam przed sobą światłą drugiego samochodu, który jedzie prosto na mnie ja na niego, zaczynam hamować, lecz zatrzymuje się dopiero po uderzeniu w niego, czołowo. Widoczność, była tak mała że zauważyłem go dopiero jak znalazł się przed moją maską około 3-4m, więc nie było ucieczki. Nikt nie ucierpiał w wypadku, poza autami. Oba skasowane przodu.
Pisze ten post byście mi coś doradzili jeżeli byliście w takiej sytuacji może, lub wiecie jak powinna rozwiązać się taka sprawa.
Na miejscu była policja, straż i karetka pogotowia, gdyż mój młodszy brat był w szoku i został lekko przyduszony przez pas, lecz nic poważnego, lekkie obicia jak przy takim uderzeniu.
Na początku przyjechało dwóch policjantów i orzekli że wina powinna leżeć po dwóch stronach ale, lecz wezwali do tego specjalistów z drogówki. Po ich przyjeździe też nic się nie dowiedziałem, gdyż przekierowali sprawę do dochodzeniowców.
Proszę o jakieś rady jak mam się bronić, bo nie poczuwam się do całkowitej odpowiedzialność, lecz nie chce wchodzić na drogę sądową.
Z góry dzięki za odpowiedzi.