Witam 😉
W sobotę,tj.14.06.2014. zaczęłam pracę o 6.00...około godz.7.00(przed otwarciem lokalu)idąc z listą do podpisu do szambiarza poślizgnęłam się na mokrej podłodze,na zapleczu.Mopował ją chłopak ze zmiany nocnej,który przemył tylko na mokro,a u nas jest panujący standard,ze od razu trzeba na sucho.Poślizgnęłam się upadając na okolicę lędźwiową i na potylicę głowy.Głowa mnie bolała chwilę,gorzej było z okolicą lędźwiową-nie czułam swojego ciała przy dotyku.Spisałyśmy oświadczenie i pracowałam dalej,bo niby lepiej się poczułam.Po pewnym czasie ustaliłyśmy,ze wezwiemy pogotowie(około 11.00),ponieważ drętwienie ustępowało,a zaczął się ból.Zabrało mnie pogotowie do pobliskiego szpitala,zrobili tomografię głowy i RTG kręgosłupa lędźwiowego,na których nic nie wykazało.L4-6 dni.Poszłam do swojego lekarza,bo bolał mnie kark i z tyłu głowa.Lekarz dał mi skierowanie na RTG kręgosłupa szyjnego,chodzenie w kołnierzu ortopedycznym po kilka godzin dziennie i przedłuży zwolnienie.
Dowiedziałam się,ze oczywiście będę miała randkę z BHP-owcem...wiem,ze muszę wszystko opowiedzieć co się działo...jeszcze jest nagranie z tego zdarzenia,o które starałam się,żeby zabezpieczyć,bo potem by było,ze nie uważałam i szłam szybko,a ja najnormalniej w świecie szłam...
Jak mam gadać z tym BHP-owcem,żeby się nie denerwować?Bo wiem,że ma gadane,pracuje na rzecz firmy,więc bedzie wszystko robił,ze starać się udowodnić,ze to była moja wina przez moją nieuwagę,a ja nawet nie potknęłam się o nic...prosta,tyle że mokra podłoga...