Witam
W 2006 roku moj tata został potrącony przez samochód w wyniku czego zmarł.
Przechodził w miejscu nie oznaczonym (jednak na pasie zieleni przy chodniku, w miejscu gdzie kończy się jezdnia jest drożka z płyt chodnikowych, którą mieszkancy dzielnicy traktują jako przejscie nieformalne).
Tata był inwalidą i chodził o lasce, więc nie ma mowy o wtargnięciu. Uszkodzenia samochodu i opinia bieglego wykazały, ze tata prawie juz przeszedł na drugą stronę, kiedy został udeżony. Badanie krwi wykazało, ze tata był pod wpływem alkoholu.
Kierowca jechał nie więcej niż 50km/h, była godz. 18.40, padał deszcz. Kierowca miał 21 lat, jechał z dziewczyną. NIe zauwazył nikogo na drodze. Dopiero kiedy uderzył, zauwazył = poczuł pieszego. Jechał autem służbowym ojca. Rodzina jest majętna - znany developer trójmiejski.
Juz jest po rozprawie, chłopak został skazany na 4lata w zawieszeniu. Zabrali mu prawo jazdy tylko na rok. Wyrok uzasadniono tym, że nie zachowal ostrozności. Nawet jadąc 60km/h mialby wystarczająco duzo czasu aby uniknąc wypadku. Ale tata został uznany współwinnym bo nie zachowal ostroznosci i przechodzil w niedozwolonym miejscu.
Od tego czasu moja mama leczy się i fizycznie i psychicznie (psychiatra + dwie operacje). O siostrze nie wspomnę. Nie jestesmy od dawna na utrzymaniu rodziców. Jego śmierc nie spowodowała u nas trudnej syt. materialnej, bo jak wspomniałam był inwalidą i kokosów nie zbijał. Ale nie o to chodzi. Chodzi o straty moralne. I o to, że od paru miesięcy ten chłopak już siedzi za kierownicą.
Czy w takiej sytuacji możemy na coś liczyć?