Witam, bardzo proszę o poradę, ponieważ spędza mi to po prostu sen z powiek. Wczoraj razem z narzeczonym byliśmy uczestnikami wypadku. Jechaliśmy samochodem, stojąc przed pasami w pewnej chwili poczuliśmy ogromne uderzenie. W tył samochodu wjechał tramwaj (!)
Pan motorniczy widząc, że żyjemy i wszystko z nami w porządku od razu zaczął mieć multum pretensji, podczas rozmowy z policją ledwo dał dojść do głosu, twierdząc, że to my podczas zmiany pasa ruchu zajechaliśmy mu drogę, a on nie zdążył zahamować. Oczywiście po nagraniach z monitoringu wyszła cała prawda, że pan kompletnie się zgapił i w nas wjechał. Nie usłyszeliśmy słowa "przepraszam", kompletnie nic.
Auto, na które wzięliśmy 2 miesiące temu kredyt, w które włożyliśmy mnóstwo pieniędzy (założenie gazu, rejestracja w kraju, opłaty itd.) zostało bardzo zniszczone. Policjant stwierdził, że będzie to najprawdopodobniej "szkoda całkowita". Nam na szczęście nic się nie stało, nie było obdukcji, karetki pogotowia itd.
Moje pytanie brzmi: jak i czy uda nam się całkowicie odzyskać pieniądze zainwestowane w samochód? Otrzymaliśmy numer telefonu, pod który mamy zadzwonić, aby ubiegać się o odszkodowanie z polisy ubezpieczeniowej tramwaju. Czy to wystarczy? Czy mogę w jakiś sposób lepiej rozegrać tą sytuację? Ponadto jestem rozgoryczona zachowaniem motorniczego, nie wiem co zrobić, aby choć trochę "dostał za swoje".
Bardzo proszę o pomoc.