cztery dni temu mialam wypadek : jade po drodze glownej, przede mna zakret na wzniesieniu (nieoznakowany) zakrecam i z wniesienia widze przede mna traktor (wyjechal ze swojej drogi posesyjnej tuz za wzniesieniem - nieoznakowanej) ostro chamuje by w niego nie uderzyc zarzuca mi tyl i uderzam przodem w róg jego murku wyjazdowego wyrywa mi kolo i wyrzuca na drugą stronę drogi (hamuje felgą), traktorzysta zatrzymuje sie pyta czy mi nic nie jest po czym zbiera kamienie z jezdni od jego murku i jedzie sobie dalej.
brak swiadkow.
policja twierdzi ze to nie jego wina bo chłop nie mogł mnie zobaczyc z jego drogi wyjazdowej i w ogole nie brał udziału w wypadku. ??? nie sprawdza ani mnie ani chłopa alkomatem.???
cud - nic mi nie jest ale samochód do kasacji.
czy mam szanse na wygranie tej sprawy???
jedyne dowody są na jezdni.
pomocy!!!