Sprawca najechał z podporządkowanej na mnie jadącego rowerem. Mam jego oświadczenie, zdjęcia uszkodzonego roweru i auta. Ponieważ nie wiadomo było ile będzie kosztować naprawa roweru, zawieźliśmy go do autoryzowanego serwisu rowerowego i od dnia wypadku 28III rower jest tam zdeponowany.
Zgłosiłem szkodę z OC sprawcy do TUW. Likwidator zgodził się na oględziny w serwisie i uznanie kosztorysu tam sporządzonego.
Serwis podał kosztorys za części i robociznę, doliczył 100 za oględziny i kosztorys.
Likwidator powołując się na niesprecyzowane źródło ("nasz serwis") zakwestionował kosztorys serwisu autoryzowanego i odmówił wypłaty 100 zł serwisowi oraz obniżył o 50% kwotę.
W uzasadnieniu stwierdził, że nie posiadam paragonów za uszkodzone koła a serwis nie podał nr katalogowych części w kosztorysie. Mowa o częściach równoważnych co do jakości i typu. W swoim kontr-kosztorysie likwidator również nie podał żadnych konkretów (wcześniej telefonicznie mówił mi, ze policzył średnie ceny na allegro ale teraz się tego wypiera).
To nie są duże kwoty - oryginalny kosztorys z autoryzowanego serwisu opiewał na 638 zł a przelew z TUW dotarł na 303 zł.
Wystąpiłem również z roszczeniem o zadośćuczynienie w wys. 5000 zł za próbę zabójstwa ("och przepraszam nie zauważyłam pana").
Ze względu na sposób w jaki potraktował mnie likwidator TUW nie mam zamiaru odpuścić.
Czy mogę liczyć na radę jak dalej postępować? Noszę się z zamiarem napisania skargi do Rzecznika Ubezpieczonych i/lub zgłoszenia się do kancelarii/firmy odszkodowawczej. Jestem z Wrocławia.