Witam,
Na początku stycznia miałem mały wypadek w biurze firmy - schodząc po drabinie z poddasza omskneła mi się noga i złamałem sobie kość piętową. 4 tygodnie gipsu, zrost prawidłowy, obecnie jeszcze mnie boli, mam opuchliznę, ale chodzę na rehabilitację no i do końca kwietnia jestem na zwolnieniu.
Pracuję od pół roku w małej, kilku osobowej, "przyjacielskiej" firmie. Wypadek był na terenie zakładu, wszyscy są gotowi to potwierdzić, czyli nie ma problemu z uznaniem tego za wypadek w pracy.
Problem natomiast jest taki, że jak do tej pory nikt nie przywiązywał wagi do spraw BHP, szkoleń itp., po prostu się pracowało 🙂 Orientuję się jak powinna wyglądać procedura zgłoszenia wypadku, zmartwiły mnie natomiast informacje z różnych innych źródeł, forum, że ZUS nie specjalnie chce płacić za złamania które goją się bez tzw. uszczerbków na zdrowiu - zrosło się dobrze, czyli wszystko jest oki, zresztą sama ustawa mówi że odszkodowanie należy się za trwały lub długotrwały (powyżej 6 miesięcy) uszczerbek na zdrowiu.
Bym mógł się starać o odszkodowanie musiał bym znaleźć jakiegoś BHPowca który przeprowadzi z pracownikami szkolenia "wstecz" i sporządzi protokół z wypadku, co nie jest mało kłopotliwą sprawą.
I tu moje pytanie - jak to jest z tym ZUSem, złamaniami i odszkodowaniem, czy jest jakiś sens/warto kombinować z tą całą procedurą wstecz? Bo jeśli np. dla 1 % to nie warto, ponieważ po powrocie do pracy będę miał tyle zajęć do nadrobienia że robi sie to nieopłacalne.
Będę wdzięczny za wszelki rady
Mariusz