Złamanie piszczeli z przemieszczeniem
Założył Nowy422, 16 października 2008 · 2 974 wyświetlenia · strona 1 z 2
Witam. Mam straszny problem i dylemat...
Trenuje siatkówke rok mam 15 lat i calkiem nieźle mi idzie. dnia 8.01.09 kiedy grałem w piłkę ręczną złamałem piszczel( złamanie nasady bliższej kosci piszczelowej) oraz zerwałem wiązadła rzepki... obecnie noge mam w gipsie i za dwa tyg mi zdejmuja (ten gips) Zrobilem to sobie jak sie "wybijałem" czyli przy skoku... wiem dziwne ale potwierdzone przez lekarzy. Dnia 9.01 mialem operacje. Mam 2 śruby 😠 😠
Mam pytania może ktos tu sie zna i z checia na nie odp:
Czy bede mógł trenowac? Czy nie bedzie mi ta noga przeszkadzac w przyszłości?? Kiedy bede mogl powrocic do treningow??
wyjmowanie srub z nogi najczesciej jest po 6-8 miesiacach w zaleznosci jak sie zrosnie...
Czy rehabilitacja sportowa cos da? Czy jest to poważna kontuzja jak dla sportowców?... PRosze!! o szybką odpowiedź..
Przerażają mnie wasze wpisy:(! Ja złamałam piszczel 3 tygodnie temu i perspektywa unieruchomienia przez kilka miesięcy to dla mnie jakaś tragedia.
Najgorsze, że nikt nie da mi pewności ile będzie się to zrastać. W porównaniu do waszych wpisów wnioskuję, że moje złamanie nie jest tak poważne - złamana piszczel z lekkim przesunięciem o odłamkiem. Oprócz lekarzy w Zakopcu, gdzie dowiózł mnie z szlaku kochany TOPR, wszyscy lekarze w Krakowie u których byłam odradzili mi operację - zachowawczo wystarczy gips, operacja to ryzyko. Patrzę jednak na fora i zastanawiam się, czy rzeczywiście to dobre rozwiązanie. Widzę, że już pewnym standardem jest operacja.
W każdym razie mam pytanie, czy ktoś może się podzielić swoim doświadczeniem ile zrasta się noga i kiedy mogę wsiąść na rower?🙂 Brak perspektyw czasowych jest straszny...
szybus napisał(a):
Przerażają mnie wasze wpisy:(! Ja złamałam piszczel 3 tygodnie temu i perspektywa unieruchomienia przez kilka miesięcy to dla mnie jakaś tragedia.
Najgorsze, że nikt nie da mi pewności ile będzie się to zrastać. W porównaniu do waszych wpisów wnioskuję, że moje złamanie nie jest tak poważne - złamana piszczel z lekkim przesunięciem o odłamkiem. Oprócz lekarzy w Zakopcu, gdzie dowiózł mnie z szlaku kochany TOPR, wszyscy lekarze w Krakowie u których byłam odradzili mi operację - zachowawczo wystarczy gips, operacja to ryzyko. Patrzę jednak na fora i zastanawiam się, czy rzeczywiście to dobre rozwiązanie. Widzę, że już pewnym standardem jest operacja.
W każdym razie mam pytanie, czy ktoś może się podzielić swoim doświadczeniem ile zrasta się noga i kiedy mogę wsiąść na rower?🙂 Brak perspektyw czasowych jest straszny...
szybus napisał(a):
Przerażają mnie wasze wpisy:(! Ja złamałam piszczel 3 tygodnie temu i perspektywa unieruchomienia przez kilka miesięcy to dla mnie jakaś tragedia.
Najgorsze, że nikt nie da mi pewności ile będzie się to zrastać. W porównaniu do waszych wpisów wnioskuję, że moje złamanie nie jest tak poważne - złamana piszczel z lekkim przesunięciem o odłamkiem. Oprócz lekarzy w Zakopcu, gdzie dowiózł mnie z szlaku kochany TOPR, wszyscy lekarze w Krakowie u których byłam odradzili mi operację - zachowawczo wystarczy gips, operacja to ryzyko. Patrzę jednak na fora i zastanawiam się, czy rzeczywiście to dobre rozwiązanie. Widzę, że już pewnym standardem jest operacja.
W każdym razie mam pytanie, czy ktoś może się podzielić swoim doświadczeniem ile zrasta się noga i kiedy mogę wsiąść na rower?🙂 Brak perspektyw czasowych jest straszny...
wojteks napisał(a):
Cześć Ivy ja też niewiem ile to się zrasta,wiem tylko tyle że wsadzili mnie jeszcze na 6 tyg.chociaż gips mi skrócili do kolana to noga gorzej boli(miałem po same ja..)zrobili mi pod stopą taki obcas i gorzej się chodzi.ja jadę na ketanolu 100 forte to ból zanika.kiedyś operacyjnie to składali skomplikowane złamania a teraz wszysko na śruby(chcą wyciągnąć jak najwięcej z nfz)ja bynajmniej sę niezgodziłem.chociarz na rower pewnie szybko nie usiądę
ja mialam inna sytuacje, bo nie miala operacji, mialam wieloodlamowe zlamanie piszczeli spiralne plus strzalka, gips mialam w sumie 17 tyg, potem rehabilitacja ok miesiaca, potem sama zaczelam chodzic na silownie i cwiczyc i chodzic, nie bylam u lekarza od listopada, nie mam czasu.
Witam Wszystkich,
ja złamałam piszczel skośnie na wysokości krawędzi buta narciarskiego. Od razu mnie zoperowano, tzn.załozono mi na zestawioną kość 3 druciane pętle. Niestety ta metoda władowała mnie najpierw na 12 m-cy w gips za kolano, a potem przez kolejne 12 m-cy czeka mnie rehabilitacja bo oczywiści zanik mięśni. Po konsultacjach z róznymi specjalistami traumatologii zdecydowałam się na kolejną operację (śrubę śródszpikową) po której mogę już w 3 dobie być pionizowana a co za tym idzie będę mogła zacząś ćwiczenia na odbudowę mięśni, bo od pierwszej operacji to już mija 26 dzień. Czy ktoś może powiedzieć po ilu tygodnich mogę zacząć chodzić w miarę normalnie?? chociażby o 1 kuli, byle tylko chodzić???Bo narazie to leżę i mam nogę na poduchach wg. zaleceń lekarza od tej pierwszej metody (na pętle).
A i jeszcze jedno mam pytanko.
Oczywiście ppierwsza operacja jest pokrywana z ubezpieczenia wykupionego z okazji wyjazdu na narty, i tu jest oki. Drugą musze płacić sama i to przełknę(jakoś). Pytanie jest takie, czy nie wpłaynie ta druga operacja (w sumie na moje żądanie) na wypłatę odszkodowania od Ubezpieczyciela???
Co do operacji...
Miałem ponad 5 lat temu wypadek komunikacyjny (miałem wtedy 17 lat)- nieznany sprawca najechał na tył mojego roweru. Odniosłem wiele obrażeń, między innymi właśnie złamanie wieloodłamowe kości piszczelowej i strzałkowej z przemieszczeniem. Zostałem przewieziony do wiekszego szpitala, gdzie lekarze zadecydowali, iż - z powodu zagrożenia życia(złamanie kości...czaszki z krwiakiem śródczaszkowym i wstrząśnieniem móżgu) nie należy przeprowadzać operacji, "tylko" nogę umieścić na wyciagu. i tu się zaczyna. 19 dni na wyciągu, potem jeszcze z 10 wyłączie leżenia w szpitalnym łóżku, na szynę nałożony gips od stopy do uda i...no włąśnie - bardzo długo przebywałem potem pod "opieką" przyszpitalnej poradni ortopedycznej. Odwiedzałem wielu lekarzy, bo już nawet sam, gdy zobaczyłem prześwietlenie to zauważyłem że noga okropnie krzywo się zrasta. Oczywiście żaden z lekarzy nic mi nie powiedział. Lekarz prowadzący twierdził, że "to się wyprostuje". Inny - z tego samego odzdziału - że to niemożliwe, że noga jest źle złożona itp. Ale gdy mu powiedziałem, kto mnie "skladał", to od razu nastąpiła zmiana. Że np. nie zrozumiałem tego lekarza,; że to dobry ortopeda; że żaden ortopeda nie powinien tak powiedzieć itp. kolesiostwo. Inny ortopeda powiedział tak ponad pół roku po wypadku(nadal gips, tylko wymiana na "nowy"), że nogę trzeba będzie złamać i naprawić. ALe za wcześnie jest, bo zrasta się i nie można przerwać zrostu, bo grozi to tym, że organizm "może zaprotestować" i noga nie będzie ponownie się zrastać.
5 lat później poddałem się operacji. Złamano nogę, usunięto część narośli kostnej, w nodze mam gwóźdź śródszpikowy, ryglowany i śrubę.
Odszkodowanie? Ludzie mówią mi, że raczej z lekarzami się nie wygra. Zresztą żaden przez te 5 lat nie przyznał, że coś jest nietak. Hmm..ale jednak tę nogę trzeba było "naprawiać" bo była krótsza, z zaburzoną osią. Strzałkowa to raczej "zygzakowata" się zrobiła.
Następstwa? Odbiło się na miednicy, biodrach, kręgosłupie.
Po operacji przebywałem pół roku na zwolnieniu i w tym czasie wygasła umowa o pracę. 5 miesięcy na zasiłku rehabilitacyjnym. Jedna po upłynięciu tego terminu jestem bez pracy. we wrześniu operacja i..stan zawieszenia. Kuroń kiedyś się skończy.
Powracając do odszkodowania - niestety nic nie da się chyba zrobić. Zresztą narazie "walczę" z UFG o dodatkowe odszkodowanie. Nikt nie mógł przewidzieć, że leczenie tyle potrwa i do dziś jest nie zakończone. Fundusz blokuje sprawę argumentem takim, że minęły 3 lata od wypłaty odszkodowania, więc nie mogę starać się o więcej.
Sprawca jest nieznany, mimo upływu 5 lat(ucieczka z miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy) dlatego odszkodowanie z funduszu Gwarancyjnego. Przepraszam, że rozpisałem się "nie na temat", ale być może ktoś to przeczyta i udzieli jakiejs pomocy prawnej, albo słyszał o podobnym przypadku. Kierowałem już pismo za pośrednictwem pewnego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, w październiku tamtego roku, ale bez żadnej odpowiedzi. Gdy sam dzwoniłem po kilku miesiącach to zostałem.."spławiony" Pani z funduszu powiedziała tylko, że to śmieszne, bo żadnego listu nie dostała. Jeżeli argument "upłynięcie trzech lat od ostatniej wypłaty odszkodowania" zostanie podtrzymany, to..to wszystko na nic.
Powracając do tematu - spotkałem się z opiniami..No gdyby noga była wtedy żłożona operacyjnie, to pewnie teraz nie musiałbym jeszcze trwać w tym. Chciałem trochę uświadomić, czym może się skończyć "takie" złamanie. pozdrawiam i jesli ktoś mi może coś podpowiedzieć to proszę o kontakt. Dodam, że wypadek był wynikiem przestępstwa. Tzn. Chodzi mi o to, żę z dochodzenia, "zamieniło" się w śledztwo, ponieważ obrażenia były ciężkie a sprawca wypadku "zniknął".
pozdrawiam....
zdrówko się przyda..
No i się zaczęło:)🙂 Udało mi się zaliczyc tę dodatkową operację piszczeli ( kasa poszła bo oczywiście wg NFZ refundacja się nie należała), ale widzę że się opłaciło. Od operacji mija właśnie 7 tydzień. A co najważniejsze pozbyłam sie tego cholernego gipsu. Po 12 dniach od operacji rozpoczęłam rehabilitację (tez prywatnie, no bo na NFZ trzeba czekać pow.12 m-cy). A w moim przypadku to było wręcz nie do przyjęcia bo po zdjęciu gipsu przed ww operacją okazało się że moja noga to skóra powieszona na kości - masakra.
Ale w skrócie - potrzebowałam 5 tygodni od operacji żeby uruchomic ponownie staw skokowy i kolanowy na 100%. Chodzę o kulach ale już na 2 nogach - tę operowaną obciążam częściowo ale i tak o niebo lepiej niż było.
We wtorek okaże się kiedy wracam do pracy(też o kulach ale załatwiłąm sobie że narazie będę za biurkiem więc lajtowo). Ostatnio otrzymałam od NFZ info i druczek dla mojego lekarza prowadzącego kierujący mnie do sanatorium na rehabilitację w systemie " już zaraz". niby fajnie , nie prywatnie czyli na koszt NFZ. Nie zgodziłam się. Pewnie większośc pomyśli co za głupota. Niestety. Moja mama po operacji kręgosłupa pojechała na takie skierowanie. Okazało się że wysłano ją za wcześnie, narzucono jej taką rehabilitację, że teraz ponownie ma kręgosłup do operacji ale już nikt nie chce jej sie podjąć bo jest w grupie wysokiego ryzyka paraliżu w czasie najmniejszej ponownej ingerencji chirurgicznej.
To ja sobie powoli będę czekać i rehabilitować się pod okiem kogoś dla kogo nie jestem "chodzącym schabem".
Podsumowując : gdybym została w gipsie po pierwszej operacji, to jeszcze bym w nim ciągle siedziała bez ruchu i deprechą pukającą do ściany:)🙂🙂 . A tak chodzę o kulach, ale za to CHODZĘ🙂🙂🙂🙂 a co za tym idzie nawet po zajęciach rehabilitacyjnych ćwiczę i odbudowuję mięśnie:)🙂🙂.
Powodzenia Piter, ja nie żałuję decyzji o tej operacji.
pbbablin napisał(a):
Heyah witam ja pierwszy raz miałem złamana noge prawie 9 lat temu i też miednice. Lezałem w szpitalu 8 tyg. noga w gipsie o krwiaku nie wspomne. Ten gips miałem 6 miesięcy. Noga wiadomo sztywna ale co musiałem sam w łasnym zakrecie ja ćwiczyć a głownie moszyłem w ciepłej wodzie i szarym mydle przez kilka tygodni. Na rower siadłem po roku. Teraz drugi raz zostałem potracony przez pojazd i już miałem noge składaną właśnie na śróby i jestem ciekaw jak to bedzie wyglądało?
Hej! Co konkretnie złamałeś? Pytanie drugie jak Cię zespolono?