Proszę o ocenę i opinię kogoś biegłego w zakresie odszkodowań,bo po przeczytaniu pism z PZU nie jestem pewien ,czy aby nie zwariowałem.Już szybko nakreślam:
W marcu miałem kolizję.Wyjechałem z dogi podporządkowanej w prawo.W momencie,gdy już byłem na pasie jadący z naprzeciwka samochód wykonał nagły manewr(policji tłumaczył,że omijał psa),przeciął podwójną ciągłą i uderzył w mój lewy przód.Sciągnęliśmy samochody na pobocze i wezwaliśmy policję.Funkcjonariusze po oględzinach miejsca zdarzenia,wysłuchaniu świadków,którzy widzieli ustawienie samochodów po zdarzeniu,uznali winę drugiego uczestnika.Ten PRZYJĄŁ mandat przyznając policji rację(przy mnie).Niestety po kilku dniach zmienił zdanie,od mandatu się odwołał,a PZU podał inną wersję wydarzeń.No i się zaczęło.
Sąd jego odwołanie oczywiście odrzucił,a PZU uznało,że... to ja jestem SPRAWCĄ(sic!) kolizji.Powalającą tę decyzję podjęli na podstawie uwaga:uszkodzeń w pojazdach i ustawieniu samochodów po kolizji(przypomnę ściągniętych na pobocze) i...zeznań sprawcy.W odpowiedzi na moje pisma(zawiadomiłem też Urząd Nadzoru nad Ubezpieczycielami)PZU niezmiennie twierdzi,że w głębokim poważaniu ma moje zeznania,zeznania świadka, notatką policyjną zaś, to się mogę,za przeproszeniem, podetrzeć,a jak się z ich orzeczeniem nie zgadzam,to zapraszają do złożenia pozwu w sądzie.