Witam, pierwszy raz tutaj, ale postaram się pomóc, bo mój przypadek chyba obrazuje całkowicie stosunek ubezpieczalni wobec klienta.
W wielkim skrócie:
Miałem stłuczkę nie z mojej winy. Po zdarzeniu zostało spisane z winowajcą oświadczenie o przyznaniu się do winy. Do tego momentu wszystko jest ok. Na drugi dzień pojechalem na przegląd przedniej osi (bo głównie dostała przednia oś). Muszę nadmienić, że jakieś 1,5 miesiąca wcześniej auto przeszło tzw. "przegląd zerowy", ponieważ było sprowadzane zza granicy. Oczywiście poszedł wahacz, drążek kierowniczy i końcówka drążka. Do tego uszkodzona alufelga, zderzak, "obrysówka", kierunkowskaz przedni no i błotnik. Pan "rzeczoznawca" z TU orzekł, że mogę sobie zbieżność ustawić i wszystko będzie ok. Problem w tym, że luz był na kole i choćbym nie wiem jak chciał, to i tak bym zbieżności nie ustawił. Oczywiście nie muszę nikomu tłumaczyć, że jazda z takim kołem groziła wypadkiem ale jakoś to pana "likwidatora" nie zraziło. Wkurzony pokazałem mu pismo od diagnosty ale on i tak dał mi do zrozumienia , że mogę sobie to pismo wsadzić w d... Skorzystałem z pomocy niezależnego rzeczoznawcy z PZMOTu który wycenił szkodę na jakieś 4,5 tys zł. Odszkodowanie jakie mi zaproponowało TU, to, uwaga: 660zł! Po mojej interwencji pan doliczył jeszcze za zderzak 220zł no i w sumie dostałem 880zł. Nijak nie byłem w stanie naprawić auta za tak śmieszne pieniądze. Kupiłem zamienniki dokładając swoje pieniądze no i po roku zamienniki (nie są z "dolnej półki") się "wybiły" i mogę zacząć myśleć o nowych częściach.
Wracając do rzeczy, to przedstawiłem kosztorys od niezależnego rzeczoznawcy likwidatorowi z TU a ten go tylko przyjął i.... nic. W ogóle likwidator powiedział, że go nie przyjmie, bo nie ma załączonych jakiś wydruków komputerowych z przeglądu. Stuliłem więc uszy i poszedłem po poradę do niezależnego rzeczoznawcy. Oczywiście do takiego kosztorysu nie potrzeba żadnych wydruków, tylko dobrze jak są załączone zdjęcia z oględzin. Napisałem zatem pismo do TU, w którym poprosiłem o zajęcie stanowiska w sprawie nieuznania kosztorysu od niezależnego rzeczoznawcy. Oczywiście takiego pisma z odpowiedzią nie dostałem. Za każdym razem jak tylko się pojawiałem w siedzibie TU, zostawałem zbywany przez likwidatora, który mówił najpierw, że zapomniał odpisać, potem twierdził, że wysłał już do mnie odpowiedz (nadmienię tu, że nawiedzałem TU 2 do 3 razy w tygodniu)... Trwała ta zabawa w kotka i myszkę około 2 miesięcy, aż w końcu wściekłem się i jak zawitałem do TU po raz kolejny, usłyszałem, że to wina poczty, że tak długo to pismo do mnie idzie. Jako że oni MUSZĄ wszystkie pisma przechowywać w archiwum, jako dokumentacja dowodowa, kazałem sobie przynieść z archiwum duplikat pisma, które rzekomo do mnie idzie. Pan zniknął na jakieś 30 min, po czym pojawił się z nieostemplowanym pismem, i skruszoną miną powiedział, że "szef" był zajęty i nie miał czasu podbić pieczątki i podpisać tego pisma. Wniosek jest jeden: nigdy takie pismo nie było do mnie wysłane, a to które mi przyniósł teoretycznie z archiwum, było przed momentem "wyskrobane". Mogłem więc sobie czekać tak zapewne do dzisiaj i nie doczekałbym się odpowiedzi. Ogólnie z pisma wynika, że nie zostanie kosztorys od niezależnego rzeczoznawcy uznany, bo nie. W sumie pismo takie potrzebne mi było do wystąpienia na drogę sądową. Pomijając już inne fakty, że umówiłem się na wypłatę tych wspomnianych wcześniej nieszczęsnych 880zł, i pan likwidator olał mnie, bo na umówiony dzień wziął sobie wolne i nie przygotował żadnych papierów. Zlitowała się w całej ubezpieczalni jako jedyna (!) Pani kasjerka, która wzięła dokumenty, odgrzebała w aktach wszystkie potrzebne do wypłaty papierki, postarała się o pieczątki itp. i wypłaciła mi odszkodowanie. Pominę tu inne wątki poboczne, bo opisanie mojej przygody z TU zajęło by przynajmniej tyle co "Władca Pierścieni" Tolkiena dlatego nie będę zanudzał tylko wspomnę o tym, że w końcu oddałem sprawę do sądu ale jak to w naszym kraju bywa, zanim w ogóle złożony został pozew, sprawa o mało co nie doszłaby do skutku. Zaczęło się od tego, że sędzia poszedł sobie na półroczny (chyba) urlop więc nie miał się mną kto zająć. Następnie z opłatą za (o ile dobrze pamiętam) wniesienie sprawy do sądu i tu jest śmiesznie: prawo nakazuje mi podać w tytule przelewu NUMER AKT SPRAWY. Niestety takiego numeru nie dostanę, dopóki nie zapłacę. I tu prawo tworzy pętlę, bo nikt nie nada numeru akt sprawy,bo nie zapłaciłem. Przyszło więc do mnie pismo od pani sekretarki, że odeśle mi na konto te pieniądze, bo ona nie wie po co to, za co to jest płacone i w ogóle wyszła masakra. Zadzwoniłem więc do sądu do działu księgowości, grzecznie powiedziałem jak się nazywam i po co dzwonię. Sprawę załatwiłem w jakąś minutę. Pani bez problemu nadała numer akt mojej sprawie. Mnie jednak nurtuje tylko pytanie po co wysyła się te wszystkie pisma, które zwykle zawierają oklepaną już formułkę "...w nieprzekraczalnym terminie 14 dni...", skoro można wklepać do komputera moje imię i nazwisko i po prostu nadać aktom sprawy numer. Ile czasu trzeba poświęcić na wysmarowanie pisma do mnie? Ile pieniędzy kosztuje wysłanie listem poleconym takiego pisma? Czy nie szybciej i oszczędniej jest wpisać do komputera mojego imienia i nazwiska i po prostu nadać numer sprawie? Mi telefonicznie zajęło to około minuty.
Wracając do sprawy, to spotkało mnie w sądzie jeszcze jedno nieszczęście. Zaginął mój dowód wpłaty, więc Pani co się papierkami zajmuje rzuciła moje akta w kąt i... nic. Dopiero mój prawnik interweniował i wyjaśnił całą sytuację w sumie także bezsensowną, a o której nie mam już siły pisać. W sumie minęły od stłuczki ponad 2 lata a ja w końcu doczekałem się procesu! Zapewne większość z Was podarowała by sobie po tylu perypetiach lub ze względu na to, że kwota odszkodowania dla większości pewnie jest śmieszna, ale dla mnie to dużo a poza tym uparłem się i postanowiłem dobrnąć do końca tego cyrku. W tą środę idę na rozprawę. Mam nadzieję, że odbędzie się szybko i sprawnie, chociaż nawet jak miała by się ciągnąć kolejne 2 lata, to mi i tak już wszystko mi jedno- poczekam.
Co by dalej nie zanudzać- wnioski z mojego doświadczenia:
- prawo nie definiuje w jakim okresie należy odpowiadać na pisma (od daty doręczenia), dlatego dobrze jest napisać "w nieprzekraczalnym terminie 14 (lub 30) dni". Z mojego doświadczenia ustalanie jakichkolwiek terminów jest nic nie warte, ale na pewno przyda się w wypadku wytoczenia sprawy sądowej;
- należy kserować wszystkie dowody i papierki zanoszone do TU i prosić o pieczątki z DATĄ WPŁYNIĘCIA PISMA oraz podpisem likwidatora. To bardzo ważne, ponieważ należą się odsetki od niewypłaconej kwoty i problem w tym, żeby sąd wiedział od jakiej daty naliczać odsetki;
- w moim przypadku straszenie sądem TU można sobie wsadzić w d..ę;
- nie bać się sądu i korzystać z niezależnych rzeczoznawców. Macie prawo do dociekania sprawiedliwości oraz uznania likwidatora szkód pracującego dla TU jako stronniczego, dlatego macie prawo sądzić, że likwidator jest stronniczy macie prawo skorzystać z usług niezależnego rzeczoznawcy. Jeśli rzeczoznawca wyceni inaczej niż likwidator, to TU ma obowiązek oddać pieniądze za sporządzenie kosztorysu. Jeśli niezależny rzeczoznawca nie wymyśli nic nowego w kosztorysie, TU zapewne nie zwróci pieniędzy za kosztorys;
- trzymajcie sporne części mechaniczne (i w sumie nie tylko sporne) jako dowody w ewentualnej sprawie;
- bądźcie cierpliwi i nie odpuszczajcie. Płacicie wysokie ubezpieczenia, więc coś wam się od życia należy- choć trochę uczciwości.
- TU robi co chce i jak chce, narzucając swoje racje i wyimaginowane prawa, często zapominając, że zarówno oni jak my, zwykli ludzie podlegamy temu samemu prawu;
- uważajcie na to co podpisujecie. Czytajcie wszystko 2 a nawet i 10 razy, żeby nie było żadnych wątpliwości ani rozczarowań. Pilnujcie terminów odpowiedzi, odwołań itp;
- TU nie ma prawa mówić, że potrąca 22% Vatu i jak przedstawicie rachunki za naprawę, to odda Wam potrącony VAT.
W środę 28.01 jest moja sprawa. Jestem ciekaw jak to się wszystko skończy... Co by nie było, wiem już jak postępować w przypadku powtórzenia się takiej sytuacji. Jeśli interesuje kogoś wynik rozprawy albo ma jakieś pytania, w miarę możliwości odpowiem.
Pozdrawiam!