Witam.
Początkiem czerwca 2007 roku mialam wypadek w drodze do pracy. Jechalam jako pasazer w tyle i nie mialam zapietych pasow. Kierowca jechal z predkoscia 140 km/h, w zwiazku z czym na zakrecie wypadl z drogi i uderzyl w drzewo. Na miejsce przyjechala policja i karetka, wszystkich nas zabrano do szpitala. Tam lezalam 4 dni. Dodam, ze kierowca byl moim znajomym i ze szpitala chcialam wyjsc przed uplywem 7 dni, aby nie mial sprawy w sadzie. W wyniku wypadku doznalam stluczenia glowy, rany tluczonej brody, skrecenia kregoslupa szyjnego, stluczenia barku prawego - to sa zdiagnozowane w szpitalu obrazenia. Jak sie pozniej okazalo (dokladnie 2 tygodnie pozniej), mialam rowniez zlamany obojczyk prawy, jednak w szpitalu tego nie wykryli 😠 2 tygodnie mialam gips, potem 3 tygodnie teblak, wciaz przebywam na zwolnieniu lekarskim i czeka mnie rehabilitacja. Oprocz tego w zwiazku z wypadkiem stracilam prace, poniewaz umowe mialam co miesiac przedluzana o kolejny. W tym momencie nie mam juz kontaktu z kierowca, jednak on od poczatku utrzymywal, ze z jego strony nalezy mi sie tylko odszkodowanie z tytulu nnw. Czy tak jest w rzeczywistosci? Czy moze powinnam dostac jeszcze jakies (oprocz oczywiscie tego, ktore dostane w zwiazku z tym, ze wypadek mial miejsce w drodze do pracy)? Nie wiem co mam robic, a sprawca wypadku w tym momencie nie ulatwia mi zadania. Nie mam rowniez pojecia, od czego mam zaczac.
Bardzo prosze o pomoc.