pewnego dnia zona jechala do pracy, byl korek i padal snieg, podczas jednego z podjazdów ( nie pamieta) uderzyla lub nie (moze temu panu zjechal) w samochod przed nia. wyskoczyl z niego kierowca i stwierdził, ze do niego dobila, a poniewza bylo to przed skrzyzowaniem kazal jej jechac za nim aby spisac oswiadczenie. po zarzymaniu kazal jej napisac ze uderzyla w jego samochod. na nieszczescie nie napisali adresu zam i nr rej. samochodu wiec nie mogl zglosic szkody. zawiadomil policje ktora przyjechala spisala protokul a ze zona nie przynala sie do winy skierowal sprawe do sadu grodzkiego. na naszym samochodzie (jak nawet strierdzili policjanici) nie ma oznak uszkodzenia ani nic co wskazywaloby na kolizje. powiedzieli ze zona dostanie wezwanie na policje aby zlozyc zeznania. ze zdjec zrobionych przez zone uszkodzenia samochodu tego pana to pekniety zderzak dosyc mocno. moje pytania:
1. co zrobic aby rozprawy przed sadem nie bylo?
2. czy ten pan moze wycofac na policji a z nami wystapic o odszkodowanie z naszego oc?
3. co zrobic jesli sprawa znajdzie final w sadzie (wg mnie jest to proba wymuszenia) chodz ten pan twierdzi ze ma swiadkuw podczas zona mowi ze jechal sam i na miejscu spisywania jej oswiadczenia nikogo nie bylo.
4. jak najprosciej zakonczyc cala sprawe czyli czy istnieje mozliwosc dogadania sie miedzy nami?
5. jakie moga byc koszty rozprawy?
6. czy mamy sie juz rozgladac za prawnikiem?