Witam.
Jadac do pracy na szkolenie mialam wypadek samochodowy - wpomimo ze była informacja o koleinach, moje auto na sliskiej powierzchni wpad lo w poslizg i do rowu. Nie wezwałam pogotowia ani policji. Świadkami był tylko mój brat i kolega, którzy wyciagali mi auto z rowu.Nie znam kierowcy który sie wczesniej zatrzymał i pomógł mi sie wydostac z auta. Ze nie przyjade na szkolenie poinformowałam telefonicznie kierwonbika zmiany danego dnia i samego kierownika restauracji.W zwiazku z tym że dobrze sie czulam na godz 15 pojechalam do pracy, z godziny na godzine coraz gorzej sie czułam, byłam rozpalona, okropny bół głowy i ból w szyji,osoba zminiajaca mnie przyszla wczesniej, a ja z kolezanka z pracy pojechalam na pogotowie. Obecnie jestem na 25 dniowym l4. mam skręcony kręgosłup szyjny. do ortopedy i neurologa jestem dopiero umówiona na poczatku grudnia i zobaczymy co dalej... narazie nosze kołnierz i jestem na tabletkach przecibólowych. w tek jestem umówiona z zakładowym bhapowcem, niestety ta panią znam - jest nie miła i przy kazdyym wypadku mówią ze nic nie dostaniemy z odszkodowania i nie opłaca sie wnosic roszczenia o odszkodowanie - dlatego chciałabym sie przygotowac do tej rozmowy, bo napewno ona nie dziala tak aby dla mnie było dobrze. Twierdzi, że nie ma podstawy aby mi uwzglednic ze to był wypadek w drodze do pracy- moje słowo to za mało, a notatki od policji nie mam, na pogotowiu byłam dopiero po kilku godzinach. Co mam robić? Nie chce zebyta pani mnie okłamała. Czy cos mi sie należy?