Witam
Krotka historia wypadku.Dostałem polecenie z wraz innym pracownikiem aby wykonać prace porządkowe. Mieliśmy posprzątać daszek oraz przestrzeń pod schodami Vema, aby jednak pod nimi posprzątać trzeba było usunąć jeden(3 od dołu) stopień z tych schodów. Usunąłem(odkręciłem i odłożyłem na bok) go po czym kolega zawołał mnie na daszek abym mu pomógł tam pozamiatać, schodząc chwile później tymi schodami przez zapomnienie, dekoncentracje(głupotę) wpadłem w lukę powstałą po usunięciu tego stopnia rozwalając sobie nogę do kości piszczelowej. Założono 2 szwy na tkankę okostna oraz cztery na skórę, 3 tygodnie byłem na L4. Jako że stało się to z końcem sierpnia dostałem za te 3 dni sierpniowe na których byłem już na L4 100% chorobowego. Dziś Pani BHP przedstawiła mi protokół powypadkowy na którym stwierdza że...Wypadek jest z winy pracownika, cała regułka brzmi chyba tak "stwierdzono naruszenie przez poszkodowanego pracownika przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia, spowodowane przez niego
umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa" po czym poinformowała mnie ze za resztę chorobowego dostane 80% oraz za te 3 dni co wypłacili mi 100% to wystąpią z pismem żebym im to oddał, wspomniała jeszcze coś pani od BHP o naganie, zamienionej na ustne pouczenie czy jakoś tak. Pytanie mam jedno (bo strasznie drażni mnie ten zapis o moim wypadku bo brzmi tak jakbym specjalnie to sobie zrobił) czy podpisać ten protokół powypadkowy i zostawić sprawę tak jak jest czy jednak się odwołać od tego
Ps. Ja rozumie ze sam sobie dołek wykopałem ale nie chciałem w niego wpaść
Ps2. Czy pozostawienie tego protokołu takim jest jest teraz może pozostawić jakiś nieprzyjemny ślad w mojej karierze, tzn chodzi mi o to czy nie będę miał w papierach napisane że to ten co sam sobie celowo robi krzywdę