Witam,
12 grudnia ubiegłego roku miałem stłuczkę (nie z mojej winy), mianowicie kierujący samochodem firmowym (Citroen Berlingo) nie wyrobił na światłach i wjechał mi w tył samochodu (Peugeot 206). Po czym zjechaliśmy na bok aby ustalić szczegóły zadośćuczynienia. Kierujący samochodem marki Citroen upierał się żeby nie dzwonić po Policję i tej prośbie uległem (nie fartownie rozładował mi się telefon, a winowajca ściemniał o punktach za mandaty itd... MÓJ BŁĄD, wielka nauczka na przyszłość...). W samochodzie stwierdziłem mocno uszkodzony zderzak, tylną belkę i wgniecioną klapę (naprawa szkody ponad 2 tys. zł)… W samochodzie winowajcy podobne szkody tylko ze z przodu.
Winowajca podał mi dane (adres, nazwę) firmy dla której jeździ (mówił, że owy samochód jest w leasingu), podał mi także numer rejestracyjny samochodu i firmę ubezpieczeniową. Jednak nie mając przy sobie formularza szkody poprosiłem winowajcę o podjechanie razem ze mną do mojej firmy ubezpieczeniowej aby dopiąć formalności i uzupełnić wymagane formularze. W trakcie rozmowy już na miejscu – w firmie ubezpieczeniowej petentka która tam siedział powiedziała, że to wystarczy i podała mi telefon do infolinii ubezpieczenia winowajcy… Po czym poszkodowany „ulotnił” się w iście angielskim stylu i więcej go już nie widziałem.
Niemniej jednak podałem na miejscu dane ubezpieczenia winowajcy do ubezpieczalni (numer polisy i numer był na szczęście prawidłowy). Kilka dni po zgłoszeniu zawitał do mnie rzeczoznawca z tej ubezpieczalni i wycenił szkody – w trakcie tego spisałem formularz powypadkowy jak to się stało i podałem dane które otrzymałem od sprawcy zdarzenia. Dostałem listownie potwierdzenie o zgłoszeniu szkody z podstawowymi informacjami. Potem naprawiłem auto w warsztacie samochodowym w swoim mieście na co rachunek. Po czasie (dokładnie 12 stycznia br.) otrzymałem od ubezpieczalni, że wstrzymują mi wypłatę odszkodowania z powodu 'braku potwierdzenia okoliczności przez sprawcę'.
I co ja mam teraz zrobić? Dzwoniłem do firmy transportowej dla której jeździ winowajca i po prostu mnie zmywają... Oczywiście przejadę się do nich osobiście (firma oddalona jakieś 50-60 km od mojego miejsca zamieszkania). Ale jak ja mam ich teraz nakłonić do uregulowania tej sprawy, jak z nimi rozmawiać, czym ich nastraszyć? Czy stoję na straconej pozycji? Skrzyżowanie na którym był wypadek jest monitorowane... ale coś mi się nie chce wierzyć, że Policja archiwizuje filmy z monitoringu miesiącami...
Proszę o pomoc.