Witam.
Pytałem we wcześniejszym wątku dwa miesiące temu o szanse na uznanie roszczenia w związku z kontuzją na lekcji wf.Przypomnę, że chodziło o naderwanie mięśnia łydki podczas prowadzenia lekcji(gwałtowne ruszenie do piłki w trakcie gry w siatkówkę z uczniami). Wtedy opierałem się tylko na orzeczeniu lekarza oddziału ratunkowego. Chcąc mieć pewność wykonałem później na własny koszt USG łydki, które wykazało zerwanie przyczepu bocznego głowy przyśrodkowej oraz piękny krwiak.Wymusiłem też na lekarzu skierowanie do ortopedy,który wydał stosowne orzeczenie. Już po powrocie ze zwolnienia dolegliwości odnowiły się i wykonałem drugie usg,które wykazało jeszcze rozleglejszy krwiak i przesunięcie przyczepu o 3 cm. Na szczęście ferie zimowe zastąpiły kolejne zwolnienie.
Ale do rzeczy. Spisano protokół,uznano to jako wypadek i papiery powędrowały do ZUS. A ZUS po zaledwie 6 tygodniach raczył odpisać i odmówił zakwalifikowania zdarzenia jako wypadku przy pracy i wypłaty odszkodowania.W uzasadnieniu odmowy wskazano brak czynnika zewnętrznego i to że wykonywałem normalne czynności zawodowe , co wynikało z moich obowiązków jako nauczyciela. Konkluzja jest taka,że mogę się łamać i zrywać mięśnie bez prawa do roszczeń,bo nauczyciele wf mają to ryzyko wpisane w swoją pracę.
Zamierzam napisać odwołanie. Pytanie brzmi: czy nadmierne obciążenie mięśnia wynikające z niewłaściwie przyjętej pozycji można uznać za czynnik zewnętrzny? Gra w siatkówkę wymusza czasem sytuacje takie jak ta, zerwanie mięśnia nigdy nie jest powodowane wyłącznie czynnikiem wewnętrznym. Jaką linię ataku przyjąć?. Pozdrawiam.Paweł