Dzień dobry,
mam następującą sprawę:
w maju na skrzyżowaniu dosyć zakorkowanym doszło do otarcia mojego samochodu z autobusem
komunikacji miejskiej. Ja byłem z przodu, ale cieżko stwierdzić, czy to autobus najechał na mnie
czy mi samochód cofnał na niego. W każdym razie po zdarzeniu wyszedłem z samochodu i stwirdziłem,
że nic nie widać, więc odjechałem (jak mi sie wydawało kierowca uznał podobnie).
Wlasnie dzisiaj dostałem wezwanie z policji w celu wyjaśnienia tej sytuacji - jak się okazuje kierowca autobusu
spisał moje numery i zgłosił to na policję - pamiętam, ze obok stał drugi autobus i istnieje taka możliwość, że ten
kierowca, w miare potrzeby, zezna, że uciekłem z miejsca (od razu mowie kategorycznie, że tak nie było - wysiedlismy
z samochodów i po prostu pokiwalismy glowami, ze nic sie nie stało - u mnie nie bylo w ogole sladu).
Co ja mam teraz powiedziec na policji? - czy mam powiedziec, ze w ogole nie pamietam takiego zdarzenia? - czy razem uznalismy, ze odjezdzamy (a co jesli oni zeznaja, ze ja ucieklem? - pamietam, ze nie byli zbyt przyjazni...).
Prosze o porade.