Witam,
Przeszło 2 tygodnie temu miałam wypadek z udziałem rowerzysty. Było ciemno, brak oświetlenia na drodze, rowerzysta też nie miał oswietlonego roweru, sam był ubrany na czarno. Z naprzeciwka jechał samochod, oslepil mnie przez co nie widzialam rowerzysty I doszło do zderzenia. Samochod z naprzeciwka pomógł mi zadzwonilismy po pogotowie policję. Tego samego dnia dostałam informacje że sprawa jest zakończona, wina leży po stronie rowerzysty ponieważ nie dość że po pijanemu jechał na rowerze to jeszcze bez oznakowani, A jak powiedział policjant on sam miał tylko wstrzasnienie mózgu. Dostał 2 mandaty za jazdę po pijanemu i za jazde bez żadnego odblaski.Nie miał oc ja sama mam wybita szybę wgniecenia nas szybą wgniecana maskę. Policjanci powiedzieli że mogę mu założyć teraz tylko w razie czego sprawę cywilna. Jednak chciałam z rodziną poszkodowanego iść na ugodę. Zaproponowalam kwotę która pokrylaby poniesione przeze mnie szkody, jeżeli nie, to zgłaszam pozew na drodze cywilnej. Jeden z członków rodziny zaproponował że on we własnym zakresie naprawi samochod - nie zgodzilam sie. Powiedział że jeżeli ja zglosze sprawę do sądu to oni także złożą pozew o odszkodowanie na kwotę 20 tys. Ponieważ rzekomo rowerzysta oprócz wstrzasnienia miał jeszcze połamane żebra. Jest to próba zastraszenia mnie z tego zdaje sobie sprawę. Jednak nurtuje mnie pytanie czy przy takim obrocie sprawy gdzie ja nie dostałam mandatu, uznano to za kolizje drogowa z winy rowerzysty, on jeżeli faktycznie miał połamane żebra, może mnie pozwać o takie odszkodowanie. Dodam że jestem studentką, pracuje tylko dorywczo więc jako tako, pieniędzy w takiej kwocie nie mam. Więc tutaj rodzina próbuje mnie zastraszyć i kłamie czy faktycznie może o takie odszkodowanie wnieść ?