odszkodowanie od PZU - problemy
Założył Cytrynka, 30 lipca 2008 · 950 wyświetleń · strona 1 z 2
cześć w sieci znalazłem coś takeigo :
Zakłady ubezpieczeń często zwlekają z wypłatą odszkodowania uzasadniając to potrzebą oczekiwania na wynik postępowania karnego lub cywilnego. Według Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dn. 8.01.1997 r., I ACa 52/96) uzależnienie ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń od wyjaśnienia okoliczności dotyczących kwestii, czy posiadacz lub kierowca pojazdu mechanicznego są zobowiązani na podstawie art.435 czy 436 k.c. do zapłaty odszkodowania za szkodę wyrządzoną tym pojazdem, nie oznacza, że za takie „wyjaśnienie” może być uznany tylko wyrok sądu, i to karny, skazujący.
Żaden przepis prawa z zakresu ubezpieczeń komunikacyjnych nie utożsamia kwestii wyjaśnienia okoliczności koniecznych do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń i wysokości świadczenia z koniecznością wyczekiwania na opinię biegłego sądowego lub wyrok sądowy.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by wyjaśnienie powyższych okoliczności nastąpiło w drodze tzw. likwidacji szkody przeprowadzonej przez organy zakładu ubezpieczeń. Celem bowiem postępowania likwidacyjnego jest m.in. ustalenie wysokości szkody i świadczenia zakładu ubezpieczeń. To właśnie w postępowaniu likwidacyjnym powinno nastąpić ustalenie wysokości odszkodowania, a rolą sądu w ewentualnym procesie jest kontrola prawidłowości ustalenia wysokości odszkodowania.
Podobnie Sąd Najwyższy w swoim orzeczeniu z dnia 10.01.2000 r. (Orzeczenie SN z dn. 10.01.2000 r., III CKN 1105/99, OSNC 2000/7-8, poz. 134.), w którym stwierdza: Przepis art.817§2 k.c. nie upoważnia ubezpieczyciela do zaniechania prowadzenia postępowania likwidacyjnego do czasu prawomocnego zakończenia postępowania karnego dotyczącego wypadku komunikacyjnego, w którym uczestniczył kierowca mający ubezpieczoną odpowiedzialność cywilną.
Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy zakład ubezpieczeń może czekać z wypłatą odszkodowania do zakończenia postępowania karnego, np. gdy poszkodowanym jest kierowca pojazdu a okoliczności w jakich doszło do wypadku (z czyjej winy wypadek zaistniał) są sporne.
ab17 napisał(a):
miałem wypadek. jadąc rowerem potrącono mnie ciężarówką. połamano żebra itd. Co mam zrobić od czego zacząć by uzyskać odszkodowanie.
No to już klasyk jest którego najczęściej ofiarą padają poszkodowani przeeeeeeciaganie... Towarzystwo zgodnie z ustawą ma 30 dni i w tym czasie ma zrobić wszystko co w jego mocy by ustalić swoją odpowiedzialność bądź też jej nie przyjąć i roszczenie odrzucić. jednym z takich kroków które towarzystwo powinno uczynić w takiej sytuacji to np. powołanie rzeczoznawców z zakresu ruchu drogowego którzy powinni ustalić kto jest winny wypadku.
Czyli nawet jak w pisemku z PZU dostaniecie coś w tym stylu :
"Z akt dochodzenia wynika, że kierujący jakiś tam nie przyznaje się do winy za spowodowanie wypadku. Musimy czekać blalblabal wrócimy do sprawy jak się wszystko wyjaśni itp."
Trzeba ich pogonić!!!!!!!!!
Ubezpieczyciel nie powinien sobie siedzieć z założonymi rękami czekając na wynik postępowania sądzę że zgłoszenie się z waszą sprawą do dobrego prawnika nie będzie złym wyjściem ....
a ja myślę, że przyczyna jest inna. Wykręcają się brakiem przyznania się do winy, ale w rzeczywistości gromadzą dokumentację, może czekają na opinię rzeczoznawcżą itp. Niestety, może się w konsekwencji okazać, że sprawcą wypdku drogowego okaże się Pani ojciec a w najlepszym wypadku zostanie uznany współwinnym. Dlaczego? otóż zgodnie z przepisami ruchu drogowego, na drogę główną (z pierwszeństwem przejazdu) można wjechać dopiero po przepuszczeniu poruszających się po niej uczestników ruchu drogowego. Nie ma tam zastrzeżenia, że dotyczy to wyłącznie kierunku z naszej lewej strony. Wyprzedzający bus, prawdopodobnie w terenie niezabudowanym, z pewnością naruszył przepisy zakazu wyprzedzania, niemniej zostanie to wzięte pod uwagę w odniesieniu do rzeczywistego układu drogi. Nie znając miejsca zdarzenia nie można wykluczyć, że podejmując manewr wyprzedzania mógł nie widzieć podwójnej linii ciągłej, często poprzedzającej skrzyżowanie z droga boczną raptem na odcinku kilkunastu metrów. Abstrachując od jego zachowania, niewątpliwie wjeżdżając z drogi bocznej, Pani ojciec powinien upewnić się nie tylko z lewej strony ale także ze swojej prawej strony, czy jego wjazd nie spowoduje zagrożenia ruchu i odstąpić od skrętu, natomiast wspomniany bus rozpędzony z pewnościa nie mógł podjąć żadnych manewrów obronnych, było na to zbyt późno.
Powyższe, podobnie jak kolizja podczas skrętu w lewo podczas wyprzedzania jest częstą przyczyną sporów z powodu różnych interpretacji, także sądowych.
rozumiem, że to nie było zbyt optymistyczne, ale jak inaczej przedstawić taką realną możliwość?
Wracając do samej kolizji, nie było mnie, nie widziałem, nie znam szczegółów, rozważam tylko i tak to proszę traktować. Zdarzenie trwało sekundy... właśnie! sekundy, w których Pani ojciec zdążył tylko skręcić, ale bus wyprzedzał już autobus, nie znalazł się tam nagle, musiał przecież rozpocząć manewr wcześniej niż doszło do kolizji, a później jeszcze przejechać spory odcinek drogi gdzie zrównał się z autobusem, nie mając już jak uciekać przed pojawiającą się przeszkodą. Ja wiem, że moralnie możemy potępiać zachowanie kierowcy busa, z punktu widzenia przepisów drogowych też trochę, ale niewątpliwie, Pani ojciec nie spojrzał w prawo, bo poprostu nie wjechałby prosto na "czołówkę", tylko zahamował i zaklął. Ja też jestem kierowcą, jeżdżę dość sporo i ... niestety sam też czasami patrzę w prawo dopiero wjeżdżając na drogę (w opisanej sytuacji). Wjeżdżając na drogę o dużym natężeniu ruchu to czasami wręcz nieuniknione, ale to nie oznacza jeszcze, że robię prawidłowo.
nie wiem co to za biegli eksperci, jeśli biegli sądowi, czyli była wykonana rekonstrukcja na potrzeby sądu, to decyzja sądu powinna być jednoznaczna. Nie ma co zakładać najgorszego, ale lepiej wiedzieć więcej niż mniej.
Trzymam kciuki
PS argument że ktoś 30 lat jeździ bez wypadku, przy całym szacunku dla osoby Pani ojca, jest niewiele wart. Sam miałem okazji kilkakrotnie go usłyszeć gdy zostałem poszkodowanym w kolizji (dla równowagi nie krytykuję też osób z niewielkim doświadczeniem gdy im się coś przydarzy, co też wielokrotnie słysałem, o dziwo kobiety są tu mniej wyrozumiałe)
Witam.
Od razu zaznaczam, ze pisze moim zdaniem, zgodnie z miim stanem wiedzy:)
Generalnie w tym przypadku, skoro sprawca sie na miejscu nie przyznal do spowodowania kolizji, to policja nie nalozyla na niego mandatu, bo nie mogla.
To, ze zostal w notatce uznany za sprawce nie zmienia z punktu widzenia prawa niczego.
Jesli jest odmowa przyjecia mandatu jest kierowana sprawa do sądu, ktory wyda prawomocne orzeczenie.
Mam tylko pytanie, czy była prowadzona jedna sprawa sądowa, czy dwie? JEdna o spowodowanie kolozji, czyli o wykroczenie, a druga juz o przestepstwo za spowodowanie obrazen powyzej 7 dni.
Teoretycznie powinni to rozbic na dwie sprawy i wtedy nie czeka sie tyle na zakonczenie sprawy ze sprawstwem kolizji.
Z tego co pisze cytrynka wynika ze byla raczej jedna sprawa, w ktorej wskazano winnego.
Trn wyrok jest jak najbardziej wiazacy dla ubezpieczalni.
Moim zdaniem jesli sprawca nie przyznawal sie do winy i nie bylo przeprowadzone postepowanie mandatowe na miejscu, to do zakonczenia sprawy sadowej i wskazania sprawcy a tym samym uznania odpowiedzialnosci nie naleza sie odsetki. Dopoko sprawca nie zostal prawomocnie wskazany raczej ubezpieczalnie nie uznaja swojej odpowiedzialnosc:)
Tak przynajmniej jest wedlug mnie:)
Hyh:)
Chyba z racji poprzedniego zawodu mundurowego uwazam, ze bez prawomocnego rozstrzygniecia nie zachodzi odpowiedzialnosc sprawcy, wiec tym bardziej i ubezpieczyciela. PRawomocnym rozstrzygnieciem jak najbardziej moze byc mandat, albo w tym przypadku wyrok sadu.
Jesli ubezpieczyciel sam ma decydowac o winie, to po jaka cholera nam Sądy?
Jesli jednak prawo cywilne pozwala orzec wine w takim wypadku bez wyroku Sądu, to równiez przepraszam i bije sie w piers:) widocznie mam za duze zaszlosci z prawa karnego:)
A co do wyrokow sadu i czekanie przez ubezpieczalnie na nie, to sam osobiscie prowadzilem dwie sprawy, obie szkody parkingowe, kierujacy udezyl stojace, zaparkowane auto. OCzywiscie szkody zgloszone, sprawcy nie przyjeli mandatu. Poszkodowani zameczali mnie (wtedy jeszcze policjantem bylem:P, ale nie drogowka, zeby nie bylo:)) o wystawienie zaswiadczen, wskazujacych winnego, bo ubezpieczalnie nie chcialy wyplacic.
Oba wyroki byly generalnie lekko smieszne, bo orzekaly wspolwine, ze wzgledu na nieprawidlowe parkowanie pojazdow poszkodowanych. Tak wiec polowa odszkodowania:)
Dla mnie bylo to stanowczo naciagane, ale nie ma sie co dziwic, ze ubezpieczalnie opieraja sie na prawomocnych wyrokach przy przyjeciu odpowiedzialnosci,
Taka mala dygresja:)
"
Chyba z racji poprzedniego zawodu mundurowego uwazam, ze bez prawomocnego rozstrzygniecia nie zachodzi odpowiedzialnosc sprawcy, wiec tym bardziej i ubezpieczyciela. PRawomocnym rozstrzygnieciem jak najbardziej moze byc mandat, albo w tym przypadku wyrok sadu.
Jesli ubezpieczyciel sam ma decydowac o winie, to po jaka cholera nam Sądy?
Jesli jednak prawo cywilne pozwala orzec wine w takim wypadku bez wyroku Sądu, to równiez przepraszam i bije sie w piers:) widocznie mam za duze zaszlosci z prawa karnego:)"
Ano niezupełnie. Zgoda co do wyroku sądowego, ale już mandat nie jest obligujący dla ubezpieczyciela. Dlaczego? (przepraszam wszystkich prawników, to w uproszczeniu i na skróty, tylko dla rozjaśnienia) ano dlatego, że mandat jest za wykroczenie w ruchu drogowym, a odpowiedzialność ubezpieczyciela wynika z kodeksu cywilnego. Niby powiązane, ale jednak niezależne od siebie. Wskazanie przez Ciebie (kiedyś) kogoś jako sprawcę, nie wiąże ubezpieczyciela i może on wskazać kogoś innego, co zresztą czasem się zdarza, bo policja też się myli. Wystarczy przeczytać ten post o szkodzie przy wysiadaniu z auta. Z przepisów o działalności ubezpieczeniowej wynika, że ubezpieczyciel powinien sam prowadzić postępowanie likwidujące nie czekając na postanowienie sądu, chyba, że wyłącznie od niego wynikac może jego odpowiedzialnośc. Zupełnie jednak nie można się zgodzić z twierdzeniem, że bez prawomocnego wyroku nie zachodzi odpowiedzialność, bo nikt by nie zapłacił za kolizję załatwioną poprzez oświadczenie spisane na miejscu.