Złamanie nogi - rehabilitacja

Założył master_44, 28 marca 2007 · 429 106 wyświetleń · strona 323 z 977

LillaKorn

ojacie napisał(a):

Z jednej strony (przy pięcie) jest czerwone i lekko spuchnięte, ale równomiernie. Na stopie po zewnętrznej stronie jest takie czerwone i właśnie na obrzeżach czerwone punkciki. Staram się nie drapać...

Wygląda na jakąś alergiczną reakcję. Spróbój letniego prysznica a potem domowego sposobu przetarcia tych punktów jakąś wodą po goleniu lub czymś podobnym.

riviolla
Jak masz to spróbuj wypić wapno 🙂
ojacie
Właśnie nie mam wapna 😠 Trochę przeszło, zrobiłam sobie zastrzyk, żeby odwrócić uwagę od bólu. Trochę mi lepiej, prysznic też robiłam i myłam szarym mydłem. Na razie trochę lepiej, tylko boje się zakładać kosmo-buta 😠 Wrr koszmarny poranek, dobrze, że chociaż pogoda dopisuje ... Dzięki za reakcje 🙂
riviolla
...to się GRUPA WSPARCIA nazywa... 🙂
Polamana Kaska

Wiecie z tym chodzeniem a'la kaczka (chyba głodna jestem) to jakaś tajemnicza sprawa.

Po domu chodzę już prosto, powoli, ale jednak prosto, a jak tylko wyjdę na zewnątrz, czy to na chodnik, czy do sklepu, czy do pracy, zaczynam kuśtykać. Coś w tym mózgu jednak wciąż siedzi, jakaś nieświadoma obrona przed potknięciem, czy jak.

Poza tym non-stop patrzę pod nogi, więc robię teraz a skromnisię, co to boi sie ludziom w oczy spojrzeć. 🙂

Gdy np. wysiadam z auta po kikudziesięciu minutach jazdy, muszę na chwile stanąć i rozprostować stawy. Gdy stoję wyprostowana, za jakiś czas muszę zgiąć nogę w stawie kolanowym i skokowym (czytaj: na bociana).

Już zaczęłam się zastanawiać, o ile lat to złamanie postarzzło moje mięśnie i stawy i czy to w ogóle kiedyś dojdzie do normy.

Choć jak powiedział znajomy lekarz - czas, czas leczy rany. 🙂

LillaKorn
Kasiu nasze stawy i mięśnie wcale się nie zestarzały. Za rok będziemy jak nowe! Chociaż po wczorajszej próbie ujeżdżenia autka (próba kompletnie nieudana) też popadłam w lekką deprechę. Wybieram się do pracy a tu logistycznie jestem w punkcie wyjścia. Najbardziej mnie osłabiły małe możliwości przemieszczania się "na piechotę". Noga zaczyna boleć po krótkich dystansach. A lekarz powtarza o systematycznym powiększaniu obciążeń ale z wyczuciem bo noga się skrzywi. Wiesz chiałabym pochodzić nawet jak kaczka ale z wolnymi rączkami i oczywiście na kierownicy!
Polamana Kaska

LillaKorn napisał(a):

Kasiu nasze stawy i mięśnie wcale się nie zestarzały. Za rok będziemy jak nowe! Chociaż po wczorajszej próbie ujeżdżenia autka (próba kompletnie nieudana) też popadłam w lekką deprechę. Wybieram się do pracy a tu logistycznie jestem w punkcie wyjścia. Najbardziej mnie osłabiły małe możliwości przemieszczania się "na piechotę". Noga zaczyna boleć po krótkich dystansach. A lekarz powtarza o systematycznym powiększaniu obciążeń ale z wyczuciem bo noga się skrzywi. Wiesz chiałabym pochodzić nawet jak kaczka ale z wolnymi rączkami i oczywiście na kierownicy!

Do deprechy mi daleko. Traktuję to wszystko jako doświadczenie życiowe, z którego może / albo nie wyciągnę jakieś wnioski. 🙂
Jeśli chodzi o kondycję, też się męczę, a kiedy chodziłam o kulach, to już prawdziwa porażka. W domu wydawało mi się, że wszystko jako tako, a gdy po raz pierwszy poszłam na jakąś dłuższą wyprawę, padłam potem na nos. Pierwszy basen, też totalna porażka, zadycha i w ogóle. Teraz znacznie lepiej.
Mnie noga cały czas boli, mimo że przecież jest zrost. Puchnie, robi się ołowiana i ma inny kolorek niż ta zdrowa. Obawiam się, że rzeczywiście tylko czas może zaleczyć rany.
pawel_84

Witam wszystkich u mnie ostatnio same dobre wieści (po ośmiu miesiącach),śruby wyciągnięte, kule rzucone w kąt a w sierpniu jade do sanatorium - nic tylko się cieszyć.

Może ktoś słyszał coś o sanatorium "JAN KAZIMIERZ" w Dusznikach Zdroju ?

pozdrwaiam wszystkich 🙂

LillaKorn
Wiesz Kasiu! Do tej pory patrzyłam na wszystko z perspektywy siedzenia w gipsie. Było ciężko, ale wydawało mi się, że jak go zrzucę to wszystko nabierzę tempa i szast prast wrócę do normalności. A to wcale tak nie jest. Wydaje mi się, że żyję na jakimś aucie! Dzisiaj znowu spróbuję wsiąść za kierownicę i tak każdego dnia aż mój biologiczny silnik zaskoczy i raczy wypuścić stosowną ilość kostniny!
piter
fajnie jest chodzić znow na dwoch nogach ale kolano mam strasznie niepewne potrafi po prostu puscić , zdaje sie ze na dworek jeszcze bede zabierał jedną przyjaciołkę
Polamana Kaska

LillaKorn napisał(a):

Wiesz Kasiu! Do tej pory patrzyłam na wszystko z perspektywy siedzenia w gipsie. Było ciężko, ale wydawało mi się, że jak go zrzucę to wszystko nabierzę tempa i szast prast wrócę do normalności. A to wcale tak nie jest. Wydaje mi się, że żyję na jakimś aucie! Dzisiaj znowu spróbuję wsiąść za kierownicę i tak każdego dnia aż mój biologiczny silnik zaskoczy i raczy wypuścić stosowną ilość kostniny!

No musi.
I pomyśl sobie, że są gorsze problemy.
Polamana Kaska

paweł_84 napisał(a):

Witam wszystkich u mnie ostatnio same dobre wieści (po ośmiu miesiącach),śruby wyciągnięte, kule rzucone w kąt a w sierpniu jade do sanatorium - nic tylko się cieszyć.
Może ktoś słyszał coś o sanatorium "JAN KAZIMIERZ" w Dusznikach Zdroju ?

pozdrwaiam wszystkich 🙂

Cześć Paweł_84,

To mnie bardzo ciekawi, bo mnie czeka wywalanie gwoździ za około 2-3 miesiące, czyli licząc od złamania wyjdzie jakieś 7-8.
Miałeś śruby w środku? I jeszcze interesuje mnie, czy po zabiegu wyciągania potrzebne były kule.
Powodzenia w sanatorium!
mago69
a,aj...zazdroszcze...tez mi sie marzy sanatorium jakies, a poki co to sie nabawilam zakazenia kosci i..nie wiem ile bede tkwila w tym, czego juz przynamniej czesciowo nie powinnam miec.Pozdrawiam wszystkich!!
Gocha5

Polamana Kaska napisał(a):

Wiecie z tym chodzeniem a'la kaczka (chyba głodna jestem) to jakaś tajemnicza sprawa.
Po domu chodzę już prosto, powoli, ale jednak prosto, a jak tylko wyjdę na zewnątrz, czy to na chodnik, czy do sklepu, czy do pracy, zaczynam kuśtykać. Coś w tym mózgu jednak wciąż siedzi, jakaś nieświadoma obrona przed potknięciem, czy jak.
Poza tym non-stop patrzę pod nogi, więc robię teraz a skromnisię, co to boi sie ludziom w oczy spojrzeć. 🙂
Gdy np. wysiadam z auta po kikudziesięciu minutach jazdy, muszę na chwile stanąć i rozprostować stawy. Gdy stoję wyprostowana, za jakiś czas muszę zgiąć nogę w stawie kolanowym i skokowym (czytaj: na bociana).
Już zaczęłam się zastanawiać, o ile lat to złamanie postarzzło moje mięśnie i stawy i czy to w ogóle kiedyś dojdzie do normy.
Choć jak powiedział znajomy lekarz - czas, czas leczy rany. 🙂

Mam to samo z chodem kaczki 🙂 Dzisiaj rehabilitanka kazała mi przejść przez długi korytarz i szłam wg niej bardzo ładnie bez kuśtykania. Ale potem zaczęły się ćwiczenia w schodzeniu ze schodów, bo mam z tym problem i tak zmęczyłam nogę, że idąc na następne zabiegi znów wróciła kaczuszka. Dobrze, że chociaż z jazdą samochodem nie ma problemów.
pawel_84
Polamana Kaska ja miałem zespolone płytą "ZESPOL" miałem śruby wkręcone w kość i na zewnątrz były przyręcone do płyty więc to bardzo się różni od gwoździa
LillaKorn

Polamana Kaska napisał(a):

No musi.
I pomyśl sobie, że są gorsze problemy.

Zdecydowanie są gorsze zmartwienia. Ja chcę się tylko zrosnąć!
LillaKorn

mago69 napisał(a):

a,aj...zazdroszcze...tez mi sie marzy sanatorium jakies, a poki co to sie nabawilam zakazenia kosci i..nie wiem ile bede tkwila w tym, czego juz przynamniej czesciowo nie powinnam miec.Pozdrawiam wszystkich!!

Mago trzymaj się! To się chyba kwalifikuje do leczenia szpitalnego. Nie zwlekaj tylko zadbaj o siebie!

Ralf

ojacie napisał(a):

Chaber, tak, tak, niezły plan! Dzięki mistrzu za instruktarz, jak mnie napadnie nuda to tak też uczynię! 🙂

Marchewa, masz rację. Na pewno jest konieczna konsultacja z lekarzem. Naszły mnie teraz lekkie obawy, bo ja przecież piszczel też złamałam, więc co teraz ze mną będzie!?

Nie ma sprawy do kilku zdjęć rtg mogłabyś dorzucić swoje zdjęcie 🙂
mago69

LillaKorn napisał(a):

mago69 napisał(a):

a,aj...zazdroszcze...tez mi sie marzy sanatorium jakies, a poki co to sie nabawilam zakazenia kosci i..nie wiem ile bede tkwila w tym, czego juz przynamniej czesciowo nie powinnam miec.Pozdrawiam wszystkich!!

Mago trzymaj się! To się chyba kwalifikuje do leczenia szpitalnego. Nie zwlekaj tylko zadbaj o siebie!

w szpitalu Lillko mi spaskudzili , a chirurg po nich poprawial.Jezdze codziennie na zmiane opatrunku i nie wiem kiedy mnie beda zaszywac...wole nie myslec, bo jesli maja to robic na zywca, to chyba umre....na razie jest lepiej niz bylo.mam nadzieje :)a szpital bedzie znowu, jak wszystko zejdzie z nogi.

ojacie

paweł_84 napisał(a):

Polamana Kaska ja miałem zespolone płytą "ZESPOL" miałem śruby wkręcone w kość i na zewnątrz były przyręcone do płyty więc to bardzo się różni od gwoździa

O matko to dopiero straszna rzecz! Właściwie to szybko się wyleczyłeś jak na taki poważny uraz. A propos Duszników to pięknie tam jest! Na pewno wypoczniesz, w samym sanatorium to się nie orientuje, ale Duszniki cudo 😉 Pozdrawiam i miłego wypoczynku!

ojacie
Chaber, ho ho ! Bez szaleństw! W sumie miałam już wszystkie kończyny w gipsie, to jak Wam wkleję wszystkie fotki to się uzbiera cała JA w kawałkach 🙂
LillaKorn

mago69 napisał(a):

w szpitalu Lillko mi spaskudzili , a chirurg po nich poprawial.Jezdze codziennie na zmiane opatrunku i nie wiem kiedy mnie beda zaszywac...wole nie myslec, bo jesli maja to robic na zywca, to chyba umre....na razie jest lepiej niz bylo.mam nadzieje :)a szpital bedzie znowu, jak wszystko zejdzie z nogi.

Wożą Cię karetką czy przemieszczasz się we własnym zakresie?

ojacie
Właśnie mago69 mam wrażenie, że jak tak jeździsz tam i z powrotem to jeszcze gorzej dla Ciebie. Zakażenie to fatalna sprawa, dziwne, że nie jesteś w szpitalu, albo chociaż ktoś do domu nie przychodzi. A w jaki sposób do tego doszło?
Piter

Witajcie

Czy ktos juz byl moze z obecnych na forum na komisji w zwiazku z odszkodowaniem? Tylko nie chodzi mi o ubezpieczalnie ale o komisje z zakladu pracy.

Ja wczoraj dostąpiłem tego zaszczytu i z niedowierzaniem patrzyłem jak przyznali mi 0 (słownie zero) procent uszczerbku. W związku z tym nie wiem czy mam ich przyatakować z prawnikiem czy samemu lepiej sie odwoływać?

Pozdrowionka

agula

pgb1979 napisał(a):

Witajcie
Czy ktos juz byl moze z obecnych na forum na komisji w zwiazku z odszkodowaniem? Tylko nie chodzi mi o ubezpieczalnie ale o komisje z zakladu pracy.
Ja wczoraj dostąpiłem tego zaszczytu i z niedowierzaniem patrzyłem jak przyznali mi 0 (słownie zero) procent uszczerbku. W związku z tym nie wiem czy mam ich przyatakować z prawnikiem czy samemu lepiej sie odwoływać?
Pozdrowionka

Hello Piotruś- podaj wiecej szczegółów.to byla komisja lekarska w sprawie odszkodowania czy dopuszczenia Cie do pracy?bo u Ciebie wchodzi w gre ubezpieczenie nw, prawda?
mago69

ojacie napisał(a):

Właśnie mago69 mam wrażenie, że jak tak jeździsz tam i z powrotem to jeszcze gorzej dla Ciebie. Zakażenie to fatalna sprawa, dziwne, że nie jesteś w szpitalu, albo chociaż ktoś do domu nie przychodzi. A w jaki sposób do tego doszło?

Lilko, jezdze taxa.Wczoraj i dzis wracalam na piechote, bo mam sie lepie i lepiej sie czuje
.Od soboty przychodzic bedzie przez tydzien pielegniarka do zmiany opatrunku, a potem znowu szpital, bo musza wyciagnac sruby.
Jak do tego doszlo, nie wiem.Nagle z poczatkiem maja zaczela mnie bolec noga, co zwalalam na zla pogode.Po dwu tygodniach zrobila sie na nodze bula, na co lekarz domowy stwierdzil, ze to powierzchowna tromboza /pobral krew i czyms tam sprawdzal te bulke/i kolejne 2 tygodnie chodzilam z bandazem, pod ktorym to rosla to malala ta bulka, smarowana jakas mascia.29go maja chirurg stwierdzil, ze to opowiedz organizmu na cialo obce i wyslal do szpitala na zabieg usuniecia srub./bulki prawie w ogole juz nie bylo/.
Przyjechali moi rodzice i nie moglam pojechac./w piatek akurat ok.14!!/Rodzice wyjechali we wtorek, we wtorek wieczorem padlam razona bolem i objawem.Bula zrobila sie wielka i sina a paznokiec na nodze zaczal czerniec.Do piatku lezalam powalona bolem i nie moglam sie ruszyc.W piatek pojechalam do szpitala, a tam od razu mnie skierowano na operacje.Wycieli to paskudztwo,zaszyli,zalozyli saczek, ktory sciagneli na nastepny dzien.W niedziele wyszlam ze szpitala na wlasne zadanie, w pon.poszlam do chirurga,ktory natychmaist sciagnal szwy, wyczyscil rane i zostawil otwarta,aby to wszystko wyciekalo./zapaskudzone bylo znowu, a noga spuchnieta i fioletowa/.Pobral material do badan i tak do dzis chodzilam /jezdzilam/,na zmiane opatrunku.Rana jest szeroka na 1 cm, dluga na 4 i gleboka na 2 cm.Jest juz lepiej, za co dziekuje Bogu i chirurgowi naturalnie:)Moge chodzic,bo pytalam.Nie za dlugo, nie za wiele, ale moge.Biore antybiotyk,lek przeciwbolowy naturalnie i leze sobie w loziu:)Pozdrawiam was cieplutko i zycze zdrowia!!Jak bede wiedziala, to napisze.Mnie sie wydaje, ze to przez te sruby, ale czy to mozliwe?Moze cos sie wiecej dowiem w przyszlym tygodniu..dzis juz prawie nic sie nie saczylo, cos innego mi tam wepchneli i dopiero w sobote bede miala nowy opatrunek zakladany.
LillaKorn
Mago69! Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że do wyleczenia daleka droga. Pamiętam Twoje entuzjastyczne posty o widocznych postępach w powrocie do zdrowia. Teraz się pokomplikowało ale jesteś na właściwym torze. Trochę mnie martwi Twój upór w omijaniu szpitala ale to już tłumaczyłaś ważnymi względami rodzinnymi (każdy w końcu działa zgodnie z własnymi możliwościami). Trzymaj się Lasko i melduj co dalej! Ja od dzisiaj przestaję narzekać tylko ostro się biorę za ćwiczenia! Czwórgłowy płaski, łydka cienka, a za tydzień przychodzi pan rehabilitant, który mnie przetarga i podsumuje! Pozdrawiam!
Paweł

pgb1979 napisał(a):

Witajcie
Czy ktos juz byl moze z obecnych na forum na komisji w zwiazku z odszkodowaniem? Tylko nie chodzi mi o ubezpieczalnie ale o komisje z zakladu pracy.
Ja wczoraj dostąpiłem tego zaszczytu i z niedowierzaniem patrzyłem jak przyznali mi 0 (słownie zero) procent uszczerbku. W związku z tym nie wiem czy mam ich przyatakować z prawnikiem czy samemu lepiej sie odwoływać?
Pozdrowionka

Hejka ja jeszcze nei bylem bo korzystam ze swidczenai do konca wrzesnia .Ale jest tataka zasada ze nalezy sie odwołać.
korel

pgb1979 napisał(a):

Witajcie
Czy ktos juz byl moze z obecnych na forum na komisji w zwiazku z odszkodowaniem? Tylko nie chodzi mi o ubezpieczalnie ale o komisje z zakladu pracy.
Ja wczoraj dostąpiłem tego zaszczytu i z niedowierzaniem patrzyłem jak przyznali mi 0 (słownie zero) procent uszczerbku. W związku z tym nie wiem czy mam ich przyatakować z prawnikiem czy samemu lepiej sie odwoływać?
Pozdrowionka

A wypadek miałeś w pracy ?
Tylko wtedy chyba działa jakaś komisja odszkodowawcza z zakładu pracy ?

Ja miałem na wypadek na feriach i jakies odszkodowanie dostałem z prywatnego ubezpieczenia, ale z zakładu pracy chyba nie wchodzi w rachubę 🙁
korel

agula napisał(a):

pgb1979 napisał(a):

Witajcie
Czy ktos juz byl moze z obecnych na forum na komisji w zwiazku z odszkodowaniem? Tylko nie chodzi mi o ubezpieczalnie ale o komisje z zakladu pracy.
Ja wczoraj dostąpiłem tego zaszczytu i z niedowierzaniem patrzyłem jak przyznali mi 0 (słownie zero) procent uszczerbku. W związku z tym nie wiem czy mam ich przyatakować z prawnikiem czy samemu lepiej sie odwoływać?
Pozdrowionka

Hello Piotruś- podaj wiecej szczegółów.to byla komisja lekarska w sprawie odszkodowania czy dopuszczenia Cie do pracy?bo u Ciebie wchodzi w gre ubezpieczenie nw, prawda?
pojawiasz się i znikasz ... 🙂